Przejdź do treści

Marszałkowska 35. Ostatni relikt parterowej Marszałkowskiej

Niski, parterowy pawilon w głębi posesji przy Marszałkowskiej 35, tuż obok prezbiterium i kaplic kościoła Zbawiciela, to dziś ostatnia pozostałość powojennej, parterowej Marszałkowskiej.

Parterowy pawilon handlowy ze sklepikami rzemieślników zachował się pomimo wzniesienia tuż obok masywnego bloku Marszałkowskiej Dzielnicy Mieszkaniowej.

Aż do 1944 r. stała tu wspaniała, wielkomiejska kamienica o wielkich oknach witryn sklepowych oraz elewacjach utrzymanych w duchu zmodernizowanego baroku. Jej elewacje były tak bogato dekorowane neobarokowym detalem, że budynek ten na przełomie XIX i XX w. mógłby powstać w Budapeszcie czy choćby na madryckiej Gran Vía. Budynek był bezsprzecznie ozdobą ulicy i stanowił efektowne tło dla znacznie bardziej monumentalnego kościoła Zbawiciela.


Wystawa Multisensoryczna https://artboxexperience.com/retro-warszawa/
Bilety na Ticketmaster.

Plac Zbawiciela widziany z lotu ptaka. Zdjęcie z ok 1933 r. publikowane w tygodniku „Na szerokim świecie” z 1933 r. U dołu z prawej widać kościół Zbawiciela. Nieco na prawo od niego prostokąt podwórka otoczonego u góry i z lewej skrzydłami frontowymi kamienicy przy Marszałkowskiej 35 oraz nieco niższej od niej plebanii kościoła. Poniżej nieregularne podwórko oraz skrzydła kamienicy pod Niedźwiedziem, przy Mokotowskiej 8.
Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Projekt realizacyjny kościoła Zbawiciela z 1901 r. Z lewej strony ilustracji zamarkowana kamienica w miejscu późniejszego budynku przy Marszałkowskiej 35. W tym czasie posesja była niezabudowana.
Fot. Przegląd Techniczny 1901, tabl. XXXIX

Strona z Tygodnika Illustrowanego 1901, nr 19. W dolnym prawym rogu zamieszczona została fotografia ukazująca ówczesny wygląd posesji przy pl. Zbawiciela u zbiegu Mokotowskiej (z prawej) z Marszałkowską (z lewej). W miejscu późniejszej kamienicy pod nr 35 widać niską zabudowę przedmiejską.

Plac Zbawiciela z kościołem Zbawiciela. Za nim z lewej strony widać kamienicę przy Marszałkowskiej 35. Jej narożnik zwieńczony jest iglicą. Bezpośrednio z prawej strony kościoła widoczna kamienica pod Niedźwiedziem przy Mokotowskiej 8. Pocztówka wydana po 1914 r.
Fot. Wikipedia

Wydaje się, że kamienica musiała powstać około 1905 r. Wyrosła na posesji należącej wcześniej do parafii Zbawiciela, na części działki przeznaczonej początkowo pod budowę plebanii (numer hipoteczny 1754ha). Ostatecznie plebania zajęła połowę działki, usytuowaną bliżej Mokotowskiej. Część działki od strony ulicy została wydzielona, otrzymała nowy numer hipoteczny 6324 i to na niej stanęła nowoczesna kamienica. Oba budynki miały za to wspólne podwórko studnię dochodzące do ściany szczytowej kamienicy pod Niedźwiedziem przy Mokotowskiej 8.

Warszawa. Marszałkowska 37. Elewacja plebanii (domu parafialnego) parafii najświętszego Zbawiciela. Widok od strony prezbiterium kościoła. Kamienica pod numerem 35 przylegała do budynku z lewej strony.
Fot. Jerzy S Majewski

Warszawa. Marszałkowska 37. Przyziemie plebanii (domu parafialnego) parafii Najświętszego Zbawiciela.
Fot. Jerzy S Majewski

Warszawa. Marszałkowska 37. Balkon z kutą balustradą w elewacji plebanii parafii Najświętszego Zbawiciela.
Fot. Jerzy S Majewski

Wielkomiejska kamienica przy Marszałkowskiej 35, podobnie jak jej sąsiadki wznoszące się wzdłuż Marszałkowskiej, miała cztery piętra, dwa skrzydła frontowe. Pierwsze od strony Marszałkowskiej. Drugie z oknami na północ, wychodzącymi na tylne elewacje kościoła Zbawiciela. Oba skrzydła były dwutraktowe, zaś narożnik był ścięty. Do skrzydła od Marszałkowskiej z lewej strony przyległa lewa oficyna boczna. Wyższa w skrajnych lewych osiach, niższa w dalszej części.

Sąsiadujący z kamienicą budynek plebanii (wciąż istniejący) był od niej nieco niższy. Powstał w roku 1904. Jarosław Zieliński, pisząc „Atlas dawnej architektury Warszawy” zasugerował, że projektantami plebanii (domu parafialnego) mógł być któryś z projektantów kościoła: Józef Pius Dziekoński lub Ludwik Panczakiewicz[1]. Wspomniane wyżej wspólne podwórko kamienicy i plebanii było prostokątne. Elewacja od podwórka skrzydła frontowego zwróconego w stronę kościoła była zryzalitowana w lewej skrajnej osi. Zapewne dla powiększenia mieszczącej się tam kuchennej klatki schodowej.

Charakterystyczną cechą elewacji frontowej od strony Marszałkowskiej były duże witryny sklepów w przyziemiu. Na przemian zamknięte półkoliście oraz zwieńczone nieczęstym w Warszawie łukiem trójlistnym. Partia cokołowa obejmująca przyziemie była boniowana dość delikatną rustyką. Powyżej drugiego piętra elewację rytmizowały lizeny, na które nałożona była bogata dekoracja architektoniczna, odwołująca się w dużej mierze do form XVIII-wiecznego baroku.

Inną charakterystyczną cechą były okna mieszkań o podwójnej szerokości na poziomie drugiego i trzeciego piętra w skrajnych osiach bocznych oraz osi środkowej. Dodatkowo elewację ożywiały elementy wykonane z kutego metalu, takie jak zróżnicowane w formie balustrady balkonów czy ażurowe zwieńczenia szerokich okien drugiego piętra. Te ostatnie być może stanowiły ramy do skrzynek na kwiaty?

Nie chcąc zamęczać czytelników bardziej drobiazgowym opisem elewacji, ograniczmy się do stwierdzenia, że była ona bardzo bogata. Dodajmy jeszcze, że całość wieńczyła ażurowa, metalowa balustrada-attyka dzielona lukarnami o dość dużych, okrągłych oknach. Okna te zapewne doświetlały pomieszczenia na poddaszu, które miało dach dwuspadowy.

Szczególnie dekoracyjnie zaprojektowane zostało zwieńczenie narożnika, które zostało rozbudowane, sprawiając wrażenie cokołu pod pomnik ozdobionego kartuszem oraz zwieńczonego strzelistą iglicą. Ta ostatnia została usunięta jeszcze przed wybuchem drugiej wojny światowej. Jednym słowem, była to starannie wykończona, nowoczesna kamienica, być może wzniesiona równocześnie z usytuowanym od strony Mokotowskiej domem pod Niedźwiedziem, gdzie odnajdujemy podobne relikty dekoracji architektonicznej, wykonane z metalu. Dodajmy tu, że wyremontowana niedawno, choć pozbawiona większości wystroju kamienica pod Niedźwiedziem powstała w 1904 r. zgodnie z projektem Leona Wolskiego.

O wystroju wnętrza kamienicy oczywiście niczego nie wiemy. Ale możemy założyć, że główna klatka schodowa miała stopnie schodów z marmuru, drzwi do mieszkań ujmowały portale, a przynajmniej część posadzek we wspólnych wnętrzach ułożona była z płytek ceramicznych. Być może budynek od razu miał też oświetlenie elektryczne, choć równie dobrze w chwili budowy mógł być wyposażony w oświetlenie gazowe.

Już w latach 20. XX w. właścicielem kamienicy był Józef Lucjan Błędowski. Był on ziemianinem, właścicielem majątku Krzewata. Urodził się w 1874 r. Jego żoną od 1902 r. była Maria Hlebicka-Józefowiczowa, z domu Hlebicka. I ona była córką właścicieli ziemskich powiatu nieszawskiego, a ich ślub miał miejsce w Piotrkowie Kujawskim. Jak czytamy na stronie „Kłodawskie cmentarze”, Józef Błędowski był m.in. założycielem straży ogniowej w Kłodawie. Charytatywnie działała też jego żona.

Spędzając wiele czasu w majątku, zapewne nie tak często bywali w kamienicy przy Marszałkowskiej, chociaż mieli tam swoje mieszkanie. I to w tym mieszkaniu Błędowski zmarł 15 lutego 1939 r., a więc jeszcze przed katastrofą II RP. Nabożeństwo żałobne miało miejsce tuż obok kamienicy, w kościele Zbawiciela. Stąd trumna z jego doczesnymi szczątkami została przewieziona samochodem do majątku w Krzewacie i ostatecznie złożona na cmentarzu w Kłodawie[2]. Majątek wraz z kamienicę przy Marszałkowskiej 35 odziedziczyła żona Błędowskiego, Maria.


Nekrolog Józefa Błędowskiego, Kurier Warszawski 1939, nr 49, s 9

Tuż przed wybuchem drugiej wojny światowej na parterze mieściła się m.in. kawiarnia Jana Gebauera, skład naczyń kuchennych i perfum Kazimierza Sawickiego oraz skład papieru, przyborów szkolnych i biurowych „Świt” Cz. Siemińskiej.

Mieszkańcami kamienicy, obok wdowy po właścicielu Józefie Błędowskim, byli też inżynier Stefan Janota, Felicja Kononowicz, Nella Kuczewska, dr medycyny Paweł Martyszewski. Zapewne jeden z największych apartamentów zajmował dyrektor banku Tadeusz Brzeski. Pomimo zbieżności nazwiska nie był on tożsamy z prof. Tadeuszem Brzeskim, wybitnym ekonomistą, rektorem Uniwersytetu Warszawskiego i działaczem Towarzystwa Naukowego Warszawskiego. Ten bowiem mieszkał w kamienicy przy Nowym Zjeździe 5, zajmowanej przez pracowników naukowych Uniwersytetu. Tymczasem dyrektor Brzeski kierował prywatnym Bankiem Zachodnim Rotwanda w Warszawie. Nie była to jego pierwsza posada jako dyrektora instytucji finansowej. Wcześniej zajmował stanowisko dyrektora Banku Związku Spółek Zarobkowych w Poznaniu, później zaś w Gdańsku.

Warszawa. Marszałkowska 35. Zdjęcie wykonane 11 lutego 1939 r. na kilka dni przed śmiercią w tym budynku jego właściciela Józefa Błędowskiego. Narożnik kamienicy w tym czasie nie był już zwieńczony iglicą. Na pierwszym planie widać zejście do podziemnego publicznego szaletu miejskiego przy Marszałkowskiej. Szalet, zbudowany za czasów prezydentury Stefana Starzyńskiego, został zlikwidowany w trakcie dość prymitywnej przebudowy „podłogi” ul. Marszałkowskiej w początku lat 90. XX w.
Fot. Archiwum Państwowe w Warszawie. Referat Gabarytów

Warszawa. Fragment pierzei ulicy Marszałkowskiej w 1939 r. Ostatnia kamienica przed kościołem to dom przy Marszałkowskiej 35. 
Fot. Archiwum Państwowe w Warszawie. Referat Gabarytów

Warszawa. Mokotowska 8. Kamienica pod Niedźwiedziem. Odrestaurowana bez odtworzenia dawnego wyglądu elewacji. Z lewej strony zdjęcia poniżej okna drugiego piętra widać ażurową konstrukcję z metalu być może służącą jako rama do skrzynek na kwiaty. Podobne, unikatowe konstrukcje można było zobaczyć w elewacjach kamienicy przy Marszałkowskiej 35. 
Fot. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Plac Zbawiciela z kościołem Zbawiciela. W głębi z lewej strony widać niewielki fragment kamienicy przy Marszałkowskiej 35, zasłoniętej sztandarem. Fotografia wykonana na kilkanaście dni przed wybuchem drugiej wojny światowej 18 sierpnia 1939 r. w trakcie wyprowadzania z kościoła trumny ze szczątkami Wojciecha Korfantego.
Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

W czasie oblężenia Warszawy we wrześniu 1939 r. budynek zbytnio nie ucierpiał. Bardzo możliwe, że utracił wówczas część szyb. Wystarczy wspomnieć, że sąsiedni kościół Zbawiciela został trafiony pociskami, które zniszczyły zwieńczenie jego wschodniej wieży oraz nieodtworzoną do dziś sygnaturę i część dachów. Spłonął też gmach Ministerstwa Spraw Wojskowych wznoszący się po drugiej stronie Marszałkowskiej, wzdłuż ówczesnej ul. 6 sierpnia (dziś Al. Wyzwolenia).

Fragment kościoła Zbawiciela oraz kamienicy przy Marszałkowskiej 35 ok. 1943 r. Inna fotografia z tej serii znalazła się w albumie „Warszawa 1943/ Warszawa 1944, fotograf nieznany, pod redakcją Anki Grupińskiej z komentarzami pod zdjęcia mojego autorstwa. Wyd. Twój Styl, Warszawa 2002. 
Fot. Archiwum Państwowe w Warszawie

Historię kamienicy w pierwszych dniach Powstania Warszawskiego opowiedział mi przed ponad dwudziestu laty Jerzy Kasprzak „Albators”, wówczas harcerz, Zawiszak. Był w Szarych Szeregach. 1 sierpnia jego kompania zebrała się przy Barskiej 5 na Ochocie. Tuż przed godziną „W” zgłosił się na ochotnika do misji przekazania meldunku do lokali na Wilczej 44.

„Tuż przed piątą w biegu wskoczyłem do tramwaju na placu Narutowicza i pojechałem Filtrową w stronę centrum. Na Placu Politechniki tramwaj został ostrzelany. Stąd dotarłem na Wilczą. Zadanie wykonałem” – mówił[3].

Teraz musiał wrócić na Barską. Nie było to już jednak możliwe. W ten sposób znalazł się w kamienicy na Marszałkowskiej 35 przy pl. Zbawiciela. W kamienicy schował się, gdyż na ulicy trwał już intensywny ostrzał.

Tak nieco później opowiadał swoją historię w obszernej relacji dla archiwum historii mówionej Muzeum Powstania Warszawskiego. Zacytuję tu jej fragment, gdyż bardzo dokładnie pokrywa się ona z relacją, jaką słyszałem z jego ust.

„Dom był przepełniony. Tragedia ludności Warszawy polegała na tym, że Powstanie wybuchło o godzinie 17, kiedy miasto jest w pełni życia (…) Nie było właściwie rodziny warszawskiej, która nie byłaby w ten sposób podzielona. Wszystkie kamienice były przepełnione ludźmi, których zastało tam Powstanie. Całe piwnice i podwórza były wypełnione warszawiakami, którzy szukali tak jak ja, dojścia do jakiegoś celu. Tutaj 3 sierpnia w godzinach popołudniowych około godziny siedemnastej przyszedł z pobliskiej plebanii [kościoła Zbawiciela – przyp. JSM] ksiądz, który wyczuł jakąś grozę – że prawdopodobnie Niemcy palą jakąś kamienicę od strony Oleandrów, od strony placu Unii. Ten ksiądz rozpoczął modły, na podwórzu celem udzielenia absolucji – taką spowiedź powszechną i udzielenie rozgrzeszenia wszystkim obecnym. Wtedy powiało grozą, że to już takie niebezpieczeństwo. W tym czasie dosłownie rozwarła się brama, wpadli esesmani i wygarnęli wszystkich” – wspominał Jerzy Kasprzak.

Jak mi opowiadał, Niemcy wyganiali ludzi także ze wszystkich sąsiednich domów i podpalali je. Mężczyzn oddzielali od kobiet. Potem część z nich rozstrzelali w okolicy al. Szucha. W tłumie znalazła się znajoma „Albatrosa”, pani Przyłuska, jego sąsiadka z Sielc, mająca sklepik warzywny w kamienicy przy Marszałkowskiej 35. Narzuciła mu chustkę na głowę i długi, damski płaszcz. Tak znalazł się w tłumie kobiet.

„Stłoczyli nas u wylotu al. Szucha. Popędzili przed czołgami. Następnego dnia zaczęli zabierać kobietom chustki. Obwiązywali nimi głowy, a pod kobiecymi strojami ukrywali broń” – opowiadał.

Któregoś dnia pognali ich Litewską w stronę Marszałkowskiej. Wtedy uciekł wraz ze znajomą. Przypadkiem znaleźli się przed kamienicą przy Marszałkowskiej 35. Była ona już spalona, ale zauważyli, że znajdujący się obok bramy sklepik z zieleniną pani Przyłuskiej nie został spalony. Przy nadarzającej się okazji wpadli do bramy i zatrzasnęli ją.

„Byliśmy jak w twierdzy. Ugasiliśmy ogień w piwnicy. Zza okien słychać było podkute buty, szczęk szkła i niemiecki szwargot” – wspominał. „Jeszcze była woda w hydrancie podwórkowym ze szlauchem, którym dozorca zawsze mył podwórko i dzięki temu uratowaliśmy duże zapasy żywności w piwnicy pod sklepem.(…) Myśmy się ukrywali, Niemcy dookoła, nie wiedzieliśmy, gdzie są powstańcy i co się w ogóle dzieje. Dopiero w połowie sierpnia, któregoś dnia przyszedł patrol powstańczy – przez plebanię przeszedł do tego spalonego domu – chciał robić rozeznanie, był to ostatni punkt, z którego można było obserwować Niemców.

Ja powstańców zaprowadziłem po spalonych schodach [oficyny], po sklepieniach kleinowskich, które ocalały, na trzecie piętro i zrobili rozeznanie. Poprosiłem, żeby zabrali mnie z sobą, oni mnie przeprowadzili [na teren opanowany przez powstańców] i (…) poszedłem (…) pod znany mi adres z 1 sierpnia na ulicę Wilczą 44” – czytamy w relacji dla Muzeum Powstania Warszawskiego[4].

Warszawa, Marszałkowska 27/35. Zdewastowana tablica na elewacji socrealistycznego, emdeemowskiego bloku upamiętniająca mieszkańców kamienic przy Marszałkowskiej (w tym domu pod nr. 35) zamordowanych przez Niemców pomiędzy 3 a 5 sierpnia 1944 r. Jest to jedna z tablic autorstwa Karola Tchorka. Wiosną tego roku (2025) tablica została zniszczona sprayem przez bezmyślnych durniów, których bez najmniejszych wątpliwości należy określić mianem przestępców. Przypomnijmy, że zgodnie a artykułem 261 kodeksu karnego niszczenie miejsc pamięci jest przestępstwem, za które grozi kara grzywny lub ograniczenia wolności. Przy okazji jest to też zagrożona karą dewastacja obiektu wpisanego do rejestru zabytków. Uważam, że dawno nadszedł czas, w którym zarówno policja, jak i sądy powinny ścigać oraz karać bandytów przestrzeni bez żadnej taryfy ulgowej. W tym przypadku obrzydliwe moralnie działania graficiarzy głęboko znieważyły pamięć o zamordowanych ludziach. Oczywiście nanoszone przez nich bazgroły nie stanowią żadnej sztuki, ani też nie są przejawem ekspresji protestu. Stanowią co najwyżej wymioty chorych mózgów wandali bez talentu. Winę w dużym stopniu ponosi też miasto, które przez szereg miesięcy nie zrobiło nic, by usunąć ten haniebny bazgroł.
Fot. Jerzy S. Majewski, stan lipiec 2025

W styczniu 1945 r. kamienica była wypalona. Jednak nie całkowicie. Wydaje się, że w kamienicy nadal krzepko trzymały się stropy przejazdu bramnego oraz sklepu obok bramy. Do odbudowy sklepów dość szybko przystąpiła właścicielka kamienicy Maria Błędowska. Życie na Marszałkowskiej wracało w ruiny ulicy już wiosną 1945 r., jeszcze przed ostatecznym zakończeniem drugiej wojny światowej.


Warszawa. Marszałkowska 35. Wypalone mury kamienicy w 1946 r. Elewacja od Marszałkowskiej.
Archiwum Państwowe w Warszawie, Archiwum BOS

Warszawa. Marszałkowska 35. Wypalone mury kamienicy w 1946 r. Elewacja północna od strony kościoła Zbawiciela i ścięty narożnik.
Archiwum Państwowe w Warszawie, Archiwum BOS

 

Warszawa. Marszałkowska 35. Wypalone mury kamienicy w 1946 r. Widok na lewą oficynę (z prawej) oraz tylną elewację skrzydła frontowego od Marszałkowskiej. Zdjęcie zostało wykonane już w trakcie rozbiórki fasady kamienicy.
Archiwum Państwowe w Warszawie, Archiwum BOS

Po wojnie zniszczony budynek zamierzała odbudować rodzina Błędowskich, przedwojennych właścicieli kamienicy. W pierwszym etapie przystąpili do zagospodarowywania sklepów na parterze. Ponad nimi aż do wiosny 1946 r. piętrzyły się wypalone mury kamienicy.

5 maja tego roku Wydział Inspekcji Budowlanej Zarządu Miejskiego nakazał rozbiórkę murów kamienicy do wysokości parteru pierwszego piętra. Z dokumentów zachowanych w archiwum BOS można domniemywać, że wcześniej właściciele dokonywali różnych uników, aby nie dopuścić do rozbiórki murów[5].

Pierwsze zlecenie prac rozbiórkowych wydało Pogotowie Budowlane Biura Odbudowy Stolicy już 28 lutego 1946 r. Podpisał się pod nim Roman Dowgird, kierownik inspekcji budowlanej, inżynier dróg i mostów[6]. W uzasadnieniu napisano, że „stan budynku jest bardzo groźny dla kościoła Zbawiciela” Trudno dziś przesądzić, czy tak było istotnie. Nie do końca można wierzyć „ekspertyzom” sporządzanym ad hoc przez firmy rozbiórkowe. Jeszcze w maju 1946 r. prace przy rozbiórce murów wykonało Państwowe Przedsiębiorstwo Budowlane. Gruz został wywieziony na „zwałkę” na dzisiejszą Górkę Szczęśliwicką[7]. Firma za wykonanie pracy obciążyła zleceniodawcę sumą 237 214 zł i 48 groszy.

Rzut kamienicy narysowany przez Państwowe Przedsiębiorstwo Budowlane, rozbierające mury budynku. 1946. Rysunek przeznaczony był dla Biura Odbudowy Stolicy jako dokumentacja prowadzonych prac rozbiórkowych.
Archiwum Państwowe w Warszawie, Archiwum BOS

Wyliczenie kubatury gruzu usuniętego w trakcie rozbiórki wyższych kondygnacji kamienicy przy Marszałkowskiej 35. 1946.
Archiwum Państwowe w Warszawie, Archiwum BOS.

 

Rachunek za dokonanie rozbiórki murów wyższych kondygnacji kamienicy przy Marszałkowskiej 35. 1946.
Archiwum Państwowe w Warszawie, Archiwum BOS

Zaświadczenie o wykonaniu prac rozbiórkowych w kamienicy przy Marszałkowskiej 35.
Archiwum Państwowe w Warszawie, Archiwum BOS


Tuż po zburzeniu murów skargę do Biura Odbudowy Stolicy wysłał adwokat Wacław Chmieliński (Pierackiego 13 m. 3, dziś Foksal), reprezentujący właścicielkę kamienicy Marię Błędowską. Warto zacytować ją w dużych fragmentach, gdyż wiele to mówi o trybie dokonywanych wówczas rozbiórek bez liczenia się z wolą i zdaniem właścicieli budynków. Dodajmy, że miało to już miejsce po wydaniu tak zwanego Dekretu Bieruta, komunalizującego grunty w granicach Warszawy. Jak się okazuje, przymusowej rozbiórce towarzyszyło zwykłe niechlujstwo i kradzież materiałów budowlanych.

„Po sprawdzeniu dokonanej rozbiórki okazało się, że cegła w całych sztukach została wywieziona, jak również i wszystko żelastwo. Rozbiórka poza tym prowadzona była tak niedbale, że spadające cegły przebiły sklepienia parterowych sklepów i gruz zawalił piwnice pod tymi sklepami, co przy odbudowie sklepów znacznie zwiększa koszt odbudowy. Dom przy Marszałkowskiej 35 nie był pozbawiony opieki. Jako pełnomocnik właścicielki (…) pismem z dnia 19 marca prosiłem BOS o wyrażenie opinii co do możliwości odbudowy sklepów i na pismo to otrzymałem odpowiedź datowaną 4 kwietnia 1946. Jak z powyższego wynika osoba i adres pełnomocnika były wiadome BOS-owi. Nie był on jednak wbrew przepisom Dekretu z 26 października 1945 r. powiadomiony o zmierzonej rozbiórce” – pisał adwokat[8].

Czy po rozbiórce wyższych kondygnacji kamienicy odbudowano sklepy mieszczące się na parterze budynku? Być może tak. Ale parterowe resztki kamienicy na pewno zniknęły wraz z budową Marszałkowskiej Dzielnicy Mieszkaniowej. Zastąpił je całkiem nowy, parterowy budynek mieszczący szereg sklepów. Ma on zaokrąglony narożnik i przykleił się do ściany szczytowej plebanii. Jakimś cudem przetrwał do naszych dni.

Warszawa. Parterowy pawilon ze sklepami w głębi posesji dawnej kamienicy przy Marszałkowskiej 35. Obecnie nosi on adres Marszałkowska 37A.
Fot. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Fragment parterowego pawilonu ze sklepami w głębi posesji dawnej kamienicy przy Marszałkowskiej 35.
Fot. Jerzy S. Majewski

Tymczasem wraz z budową MDM-u wzdłuż całego odcinka nieparzystej strony Marszałkowskiej od dawnej al. Piłsudskiego (dziś to al. Armii Ludowej, stanowiąca odcinek Trasy Łazienkowskiej) wzniesiony został masywny, socrealistyczny blok o adresie Marszałkowska 27/35. Budynek ten, podobnie jak cały MDM, zmienił skalę zabudowy, choć nie jest dużo wyższy od stojących tu niegdyś kamienic. Była to już architektura innego rodzaju. Dość monotonna, choć nadal wielkomiejska. Wysoka na dwie kondygnacje partia cokołowa obłożona jest piaskowcem. Cała elewacja artykułowana jest pilastrami i lizenami. Co ciekawe, budynek wzniesiony na rzucie litery L, z drugim, krótkim skrzydłem od strony al. Armii Ludowej nie zajął jedynie fragmentu posesji, na której stała niegdyś kamienica przy Marszałkowskiej 35 Za to za nim, w głębi dawnego podwórka wznosi się wspomniany parterowy pawilon ze sklepikami, stanowiący dziś ostatni relikt parterowej Marszałkowskiej.

Warszawa. Marszałkowska 27/35. Emdeemowski blok pod adresem Marszałkowska 27/35 zajmuje jednie fragment dawnej posesji kamienicy przy Marszałkowskiej 35. Z prawej kościół Zbawiciela.
Fot. Jerzy S. Majewski

[1] Jarosław Zieliński, Atlas dawnej architektury ulic i placów Warszawy, t. 10, Biblioteka TONZ, Warszawa 2004, s. 203-204.

[2] www.klodawskiecmentarze.pl /ludzie/67-Józef Lucjan Błędowski (1874-1939) właściciel majątku Krzewata , porównaj też zamieszczony powyżej nekrolog z „Kuriera Warszawskiego” 1939, nr 49, s. 9.

[3] Rozmowa autora z Jerzym Kasprzakiem przeprowadzona w sierpniu 2004 r.

[4] Muzeum Powstania Warszawskiego, Archiwum Historii Mówionej/ Jerzy Kasprzak, rozmowa przeprowadzona 27 czerwca 2005 oraz 22 lutego 2008. Rozmowę przeprowadzali Maciej Piasecki i Iwona Brandt.

[5] Archiwum Państwowe w Warszawie, Archiwum Biura Odbudowy Stolicy, BOS.72_25_0_0_4312_0001.

[6] Archiwum Państwowe w Warszawie, Archiwum Biura Odbudowy Stolicy, BOS.72_25_0_0_4312_0002; BOS.72_25_0_0_4312_0002

[7] Archiwum Państwowe w Warszawie, Archiwum Biura Odbudowy Stolicy, BOS.72_25_0_0_4312_0004.

[8] Archiwum Państwowe w Warszawie, Archiwum Biura Odbudowy Stolicy, BOS.72_25_0_0_4312_0013