Jest to historia niczym z epickiej powieści fantasy w rodzaju „Władcy Pierścieni”. Są w niej zamki, gotyckie mury, niebotyczne góry o tonących we mgle ośnieżonych szczytach. Są wreszcie skarby. Z wnętrza gór wyrywają je nie krasnoludy, lecz ludzie, których życie było krótkie i pełne niebezpieczeństw.
W odróżnieniu od arcydzieła J.R.R. Tolkiena historia ta zdarzyła się jednak naprawdę, a jej liczne materialne ślady każdy z nas może zobaczyć, dotknąć i przeżyć. Wystarczy odrobina wyobraźni, wrażliwości i wiedzy. Jest to też historia narodzin, rozkwitu i upadku, jakże cykliczna w dziejach cywilizacji. Jej bohaterem jest Schwaz w Tyrolu. Dziś niewielkie miasto zagłębione w dolinie rzeki Inn pomiędzy pasmami alpejskimi Karwendelgebirge i Tuxer Alpen i położone nieopodal Innsbrucka. Jego losy rozgrywały się nie w pałacach i na placach, lecz w kantorach kupców i bankierów, w sztolniach, przy świetle łojowych lamp pośród pyłu, ognia, strachu, nadziei i zwykłej ludzkiej chciwości.

Fot. Jerzy S. Majewski

Fot. Jerzy S. Majewski
Paracelsus uczy się górnictwa
Pierwsza moja przygoda z miasteczkiem Schwaz to widok z okna pociągu. Dachy domów, wieże kościołów i miniaturowy zamek na wysokiej górze. Ponad nimi ciemna ściana gór. Ciągnąca się w nieskończoność, gdyż zatopiona w chmurach. Wciąż pamiętam ten powidok. Kolejne spotkanie i zarazem zaskoczenie, to spacer wąskim wąwozem uliczki Tannenbergasse (nazwa od miejscowych hrabiów, nie od Grunwaldu). Zmodernizowane, minimalistyczne ściany domów. Na jednej z nich niepozorna tablica z zaskakującym napisem upamiętniającym Paracelsusa. Był w Schwaz w 1530 r. i uczył się górnictwa. W jaki sposób ojciec nowożytnej medycyny Phillippus Aureolus Theophrastus Bombastus von Hohenheim, zwany Paracelsusem, doktor na uniwersytecie w Ferrarze, profesor w Bazylei trafił do tego miejsca zagubionego w górach? Wprawdzie zmuszony był do ucieczki z Bazylei i tułał się po różnych miastach, by umrzeć w niedostatku w Salzburgu. Ale dlaczego akurat Schwaz?
Odpowiedź okazała się prosta. To nie było byle jakie miejsce. Przez półtora wieku stanowiło centrum europejskiego górnictwa. Szacuje się, że w szczytowym momencie lokalne kopalnie dostarczały do 85 procent srebra wydobywanego w całym Tyrolu, a Tyrol był wtedy potęgą górniczą. Jak się uważa, w XVI wieku Schwaz liczyło od 12 do 20 tysięcy mieszkańców. Populacja na ówczesne czasy niebagatelna. Czyniła Schwaz jednym z największych ośrodków zurbanizowanych w niemieckich krajach Habsburgów. Jego kopalnie były niczym drogocenny klejnot w habsburskiej koronie. Eksploatowane tu złoża odgrywały fundamentalną rolę w finansowaniu budżetu rodu i ich polityki dynastycznej od końca XV do połowy XVI stulecia. Pomimo to bardzo długo Schwaz nie miało praw miejskich. Nie wydaje się to zaskakujące. W przypadku miast przemysłowych, które urosły nagle, zdarzało się to nawet w XIX i XX wieku. Z tej „wiejskiej” przeszłości coś jednak pozostało. Gdy patrzymy na układ przestrzenny dawnego Schwaz, można odnieść wrażenie, że jest on dość chaotyczny.

Źródło Wikipedia

Fot. Jerzy S. Majewski

Fot. Jerzy S. Majewski

Fot. Jerzy S. Majewski

Fot Jerzy S. Majewski
Błyskotka znaleziona na pastwisku
Zgodnie z założycielską legendą, wszystkiemu winna była prosta służąca, pasąca krowy. Pasanie krów w pogodny dzień na zielonej, alpejskiej łące to zajęcie dość przyjemne. Bywało jednak nudne. Służąca snuła się po łące i dostrzegła świecidełko ponoć wyskrobane spod ziemi rogiem krowy lub byka. Spodobało się jej. Zabrała je ze sobą. Miał to być kamień zawierający rudę srebra. Legenda chyba nie wspomina, czy kobieta na skutek szczęśliwego znaleziska stała się panią dla innych służących. Za to unieśmiertelniła jej imię i nazwisko, co w ogólnym bilansie może być cenniejsze od srebra. Służącą była Gertruda Kandlerin[1].
To niepotwierdzone zdarzenie miało mieć miejsce w roku 1409. Odtąd Schwaz przez kolejne sto pięćdziesiąt lat miał się bogacić wraz z właścicielami tych ziem, Habsburgami i bankierami z rodu Fuggerów, Paumgartnerów, Welserów. Z czasem do miasta nad rzeką Inn zaczęli przybywać specjaliści. Gwarkowie z Saksonii i Kutnej Hory w Czechach, gdzie powoli zaczynały wyczerpywać się złoża. Tu szukali nowego życia, pracy, pieniędzy. Często znajdowali śmierć, ale budowali pomyślność Schwaz.
Książę bogaty w monety
Beneficjentem odkrycia dokonanego przez Gertrudę Kandlerin był Zygmunt Habsburg, arcyksiążę Austrii, regent Tyrolu i Austrii Przedniej. Miał tak się wzbogacić na srebrze wydobywanym w Schwaz, że z czasem nazywano go „bogatym w monety”. Jak pisze Christina Linsboth[2], Zygmunt zaprzestał dostarczania srebra do Wenecji do wyrabiania monet, zamiast tego sam je wybijał w nowo powstałej mennicy w Hall, mieście nieodległym od Schwaz. Posiadał on dzięki temu niewysychające źródło własnych pieniędzy. „Były to funty tyrolskie (Tiroler Pfundner), pierwsze monety w krajach niemieckojęzycznych, na których widniał realistyczny portret władcy kraju” – czytamy.
Mennica w Hall wprowadzała nowe techniki, które usprawniały produkcję, podnosząc jednocześnie jakość wytwarzanych monet. Miało to swoje konsekwencje. Skuteczniejsze technologie pozwalały na wybijanie większej liczby monet, zasilając skarb księcia. Z kolei ich lepsza jakość generowała wzrost zaufania do pieniądza, podnosząc zarazem jego wartość. W 1486 r. z kruszcu wydobywanego w Tyrolu wybito pierwszą srebrną monetę Guldengroschen. Zygmunt Habsburg obsypywany był monetami bitymi ze srebra pozyskiwanego w Schwaz, ale mimo to tonął w długach. Zmusiły go one m.in. do sprzedaży Alzacji księciu Burgundii. Paradoks? Cóż. Zygmunt był nieodrodnym dzieckiem jesieni średniowiecza. Żył szeroko, do nieprzytomności rozrzutnie. Od 1487 r. toczył wojnę z Wenecją. Nierozstrzygniętą, za to generującą kolejne koszty. Ostatecznie w 1490 r. stany tyrolskie zmusiły go do przekazania władzy nad Tyrolem cesarzowi Maksymilianowi I[3].

Fot. Jerzy S. Majewski
Cesarz i bankierzy
Maksymilian jako cesarz wydawał jeszcze więcej. Jego dług w chwili śmierci sięgał blisko pięciu milionów dukatów[4]. Oczywiście Maksymilian robił wiele, aby ustabilizować swoje finanse. Pisał o tym Martyn Rady. Jak zauważa, to z tego powodu cesarz wybrał Innsbruck jako siedzibę skarbu austriackiego. Wybór Innsbrucka był jego zdaniem wymowny. „Położony blisko tyrolskich kopalń złota i srebra skarb centralny mógł zadbać o to, aby przyszłe zyski z wydobycia kruszców stanowiły zabezpieczenie dla Fuggera i Welsera, augsburskich bankierów, których wysoko oprocentowane pożyczki pozwalały Maksymilianowi utrzymywać się na powierzchni”[5].

Fot. Jerzy S. Majewski
W Schwaz powyżej klasztoru franciszkanów widnieje dość dziwaczna budowla. Od strony fasady sprawia wrażenie pretensjonalnej, neorenesansowej kamienicy. W rzeczywistości to zabytek epoki renesansu. Od tyłu ożywia go dwukondygnacyjna, renesansowa loggia, z której rozpościera się widok na zamek Freundsberg i góry z kopalniami. Jest to wzniesiony ok. 1520-1525 r. Fuggerhaus[6]. Budowli daleko do idealnej harmonii renesansowych pałaców, powstających wówczas po drugiej, południowej części Alp. Bramante czy Michał Anioł na jego widok załamaliby ręce. Nawet zajadli italscy manieryści patrzyliby na Fuggerhaus z dezaprobatą. Ale tu nie chodziło o piękno, harmonię, tylko o pieniądze. Bo też Schwaz było miejscem dla przemysłu, pracy, znoju, interesów i budowania potęgi finansowej. Nie mogło w nim zabraknąć Fuggerów, którzy pilnowali tu swoich interesów. Z pozbawionego architektonicznej harmonii Fuggerhaus Antoni Fugger z Augsburga i jego agenci zarządzali handlem srebrem i miedzią. Bank Fuggerów miał w tym czasie zasięg globalny i prowadził interesy w niemal całym ówczesnym świecie cywilizowanym. Koncentrując handel kruszcami, nadzorując pracę sztolni, Fuggerowie stworzyli też jedno z najpotężniejszych i najbogatszych przedsiębiorstw górniczych przełomu średniowiecza i wczesnej epoki nowożytnej.
W tym czasie Schwaz urósł do najsilniejszych ośrodków górniczych w Europie. Miejscowe sztolnie nie bez racji nazywano matką wszystkich kopalń. Zacytujmy jeszcze raz Christinę Linsboth: Maksymilian I, Karol V i Ferdynand I nadawali regionom górniczym liczne przywileje. Potrafili korzystać z bogactw mineralnych Alp. „Jako królowie i cesarze świętego cesarstwa rzymskiego, a jednocześnie władcy Tyrolu Habsburgowie zastawiali lub dzierżawili coraz więcej swoich suwerennych praw do wydobycia i sprzedaży prywatnym przedsiębiorcom, takim jak Fuggerowie. Jednocześnie kupcy i przedsiębiorcy rozwinęli praktykę sprzedaży niewydobytego jeszcze srebra za weksle i gotówkę. Dwie trzecie wydobytego srebra było eksportowane. Handel tym wirtualnym srebrem stał się jednak problemem w drugiej połowie XVI wieku, gdy złoża zaczęły się kurczyć. Pojawiły się problemy z dostarczeniem srebra na czas. Czasem w ogóle nie docierało ono do kontrahentów”[7].

Fot. Jerzy S. Majewski

Fot. Jerzy S. Majewski

Fot. Jerzy S. Majewski
Reklama nie pomogła
Szczyt potęgi Schwaz i jego kopalnie przeżywało przez około siedemdziesiąt lat, pomiędzy 1480 a 1550 r. Wielka pomyślność miejscowości przeminęła z powodu okrętów Krzysztofa Kolumba, odkryć Ameryki i z czasem zalania Europy tańszym srebrem i złotem z Nowego Świata. Jak już wspomniałem wyżej, w latach 60. XVI wieku wydobycie w Tyrolu zaczęło gwałtownie spadać. Habsburgowie kruszce czerpali już nie z Alp, lecz z kopalń w Nowym Świecie. Zwłaszcza w Meksyku i Peru. Jednocześnie w Schwaz płyciej położone, tańsze w eksploatacji złoża zaczęły się wyczerpywać. Ostatecznie znaczenie tyrolskich kopalń u schyłku XVI stulecia było już marginalne. Nie mogło równać się z dochodami płynącymi z kopalń południowoamerykańskich i z podatków. Na kryzys górnictwa w Schwaz miały też wpływ inne czynniki. Wiek XVI, który w Rzeczpospolitej był „Złotym Wiekiem”, w krajach niemieckich oraz na zachodzie Europy był niezwykle burzliwy i brutalny. Wojny religijne pomiędzy protestantami i katolikami pustoszyły znaczne połacie kontynentu. W ślad za płomieniem wojny szła czarna śmierć. Ceny rosły, tymczasem opłacalność złóż w Schwaz malała.
Jednak w połowie XVI stulecia próbowano się jeszcze ratować. Świadectwem takich prób jest niezwykły druk: Schwazer Bergbuch. Manuskrypt z 1556 r. odbijany na prasach drukarskich w chwili, gdy eksploatacja nowych złóż wymagała dużych inwestycji. W trzewia gór trzeba się było po nie wdzierać wciąż głębiej i głębiej. W gruncie rzeczy był to druk reklamowy. Ostatni krzyk rozpaczy! Miał zainteresować i skłonić możnych z władzą i z zasobnym skarbcem do finansowania nowych sztolni[8]. Czy był skuteczny? Nie tak bardzo. Ale powielany, przetrwał do dziś i jest wspaniałym świadectwem epoki. Jest „dziurką od klucza”, przez którą podglądamy życie ludzi sprzed pół tysiąca lat. Egzemplarze Schwazer Bergbuch przechowywane są dziś w kilku bibliotekach w Austrii i w Niemczech. Są też dostępne cyfrowo.
🔎 Obejrzyj manuskrypt z biblioteki Uniwersytetu w Leoben.

Fot. Wikipedia
W Olkuszu, jak w Schwaz
Żeby lepiej zrozumieć fenomen Schwaz, warto spojrzeć na bliższe nam miasto, które przeszło podobną drogę. Jest nim Olkusz w Małopolsce. On też powstał dzięki kopalniom srebra, rozkwitł, potem zaś uległ zapomnieniu. Tu jednak eksploatacja rud ołowiu i srebra zaczęła się znacznie wcześniej niż w Schwaz. Samo miasto lokowane było na przełomie wieku XIII i XIV. Dokładna data nie jest pewna, ponieważ dokumenty lokacyjne zaginęły. „Złota epoka” Olkusza trwała na pewno dłużej niż jedno stulecie. W wieku XIV Olkusz należał do największych miast w Małopolsce. Równie świetnie rozwijał się w kolejnych dwóch stuleciach za panowania Jagiellonów.
Z miasta pochodziło wiele wybitnych osobistości, takich jak dwóch uczonych Marcinów: Bylica (1433-1493) i Biem (1470-1540). Władcy Polski obdarzali Olkusz kolejnymi przywilejami. Stanęła tu imponująca fara, wielki klasztor augustianów, całość zaś otoczyły solidne mury miejskie. Gdy w XV wieku wyeksploatowano już rudy położone dość płytko, to zaczęto kopać sztolnie. Górnicy docierali do pokładów położonych znacznie głębiej pod ziemią. Kulminacyjnym momentem w dziejach Olkusza było uruchomienie mennicy w 1579 roku, już za panowania Stefana Batorego. Działała ona do schyłku XVI stulecia, wpisując się w szerszy kontekst reform monetarnych i znaczenia srebra w gospodarce Rzeczypospolitej.
Srebro odgrywało kluczową rolę w gospodarce i systemie monetarnym państwa polskiego. Tu zacytujmy badacza Bartosza Stefańczyka. „W latach 1525–28 Zygmunt Stary przeprowadził reformę, wedle której podstawową jednostką monetarną stał się srebrny grosz, a kilka lat później rozpoczęto wybijanie srebrnych talarów. Dukaty i talary były tak zwaną grubą monetą i używano ich głównie w wielkim handlu”. Następną zmianą była reforma Stefana Batorego z 1580 r., która ujednolicała system pieniężny Korony i Litwy[9]. Jak podkreślają historycy, XVI stulecie w porównaniu z poprzednimi wiekami i stuleciem XVII było okresem „dobrego pieniądza”. Z drugiej strony nie wiadomo, do jakiego stopnia polska gospodarka była oparta na wymianie pieniężnej. Antoni Mączak pisał, że pieniądz był wprawdzie niezbędny w przypadku usług i drobnej wymiany. Nie był jednak bezwzględnie konieczny w przypadku wielkich transakcji[10]. Podobnie jak w przypadku Schwaz, kres świetności Olkusza przyniosło wyczerpywanie się złóż. Miało to miejsce w początku XVII wieku. Ostateczny upadek miasta i to w sposób znacznie bardziej gwałtowny i dramatyczny niż w przypadku Schwaz przyniósł potop szwedzki. Co gorsza, Szwedzi, którzy zajęli Olkusz, zapędzili miejscowych gwarków do prac przy budowie podkopów pod obleganą przez nich twierdzę w Częstochowie. Ponoć wszyscy zginęli.


Fot. Jerzy S. Majewski

Fot. Jerzy S. Majewski

Fot. Jerzy S. Majewski

Fot. Jerzy S. Majewski

Fot. Jerzy S. Majewski
Fara o czterech nawach
Z Małopolski powróćmy do alpejskiego Schwaz. W epoce średniowiecza i wczesnej nowożytności dumą każdego miasta była fara, czyli kościół parafialny. Choć ponad farą p.w. Wniebowzięcia NMP góruje tylko jedna, nie tak znowu wyniosła wieża, to budowla ta z powodzeniem mogłaby stanąć w znacznie większym mieście. To nie złudzenie. Jest to jeden z największych kościołów w całym Tyrolu. Gdy wkraczamy do wnętrza, wrażenie ogromu odbieramy jeszcze mocniej. Okrągłe, kamienne filary międzynawowe zdają piąć się wysoko. Dźwigają baldachim gotyckich sklepień sieciowych. Zaskakuje liczba filarów. Można pomyśleć, że są niczym drzewa w lesie. Ich wielość spowodowana jest tym, że kościół jest długą, czteronawową halą z dwunawowym prezbiterium. Przypomnijmy w tym miejscu, że system halowy, częsty w architekturze gotyckiej Europy Środkowej, oznacza, że wszystkie nawy są tej samej wysokości.

Fot. Jerzy S. Majewski
Dlaczego Fara w Schwaz ma aż cztery nawy? Wyjaśnienie wydaje się łatwe. Kościół musiał być duży, aby w święta pomieścić całą ludność tego górniczego miasta. W sensie rozmachu był rodzajem „katedry górników”. Jak silne odczucia wnętrze świątyni musiało wywierać na ludziach schyłku XV i XVI wieku, obcujących na co dzień ze znacznie skromniejszymi wytworami cywilizacji? A przecież budowla ta zdaje się być delikatna i mikroskopijna w porównaniu z ogromem gór ujmujących po bokach dolinę rzeki Inn. Tyle tylko, że dla kolejnych generacji górników fedrujących w szybach przytłaczający był chaos alpejskich szczytów, skalnych urwisk i piargów. W ciemnych, pełnych pyłu i dymu sztolniach ich życie każdego dnia wisiało na włosku. W każdej chwili groził im zawał, trujący gaz, ogień. Tymczasem kamienna fara w Schwaz musiała być dla nich ucieleśnieniem harmonii, logiki, ładu i bezpieczeństwa. A może piękna zawartego w sztuce? W rzeźbach, w malowanych ołtarzach?

Fot. Jerzy S. Majewski

Fot. Jerzy S. Majewski
Pan z górnikiem razem nie usiądą
Jak to zwykle bywa, obecny kościół stanął w miejscu wcześniejszego, zniszczonego m.in. przez pożar. Te wcześniejsze nas tu jednak nie interesują. Obecny zbudowany został w latach 1460–78 i jego powstanie zbiega się z boomem gospodarczym miasta[11]. Wznoszono go wprawdzie z kamienia wyrwanego z gór, ale wszystko to z zysków, jakie niosło wydobycie rud srebra. W sensie symbolicznym farę Wniebowzięcia NMP można zatem uznać za Dom Boży ze srebra.
Z dawnego wyposażenia późnogotyckiego i młodszego renesansowego przetrwało tu jednak niewiele. Już w stuleciach mniej pomyślnych dla miasta wnętrze było barokizowane. W dobie kontrreformacji w XVII i XVIII wieku była to zresztą praktyka powszechna nie tylko w krajach Habsburgów. Kolejna fala konserwatorskiej regotycyzacji miała miejsce po 1908 r. Na szczęście nie nosiła charakteru totalnego i do naszych dni pozostały zarówno barokowe ołtarze boczne, ambona, ławki, jak i wspaniały, wieloczęściowy prospekt organowy. Ten ostatni pochodzi z 1724 r. i jest największy w Tyrolu. Zarówno on, jak i ołtarze obsiadły liczne anioły i figury świętych. Błyszczą złotem i srebrem na tle pozłacanej architektury ołtarzy. Jak to w baroku.

Fot. Jerzy S. Majewski

Fot. Jerzy S. Majewski

Fot. Jerzy S. Majewski

Fot. Jerzy S. Majewski
Zajrzyjmy do prezbiterium. Zaskoczy ono nas, Polaków, przywykłych do jednoprzestrzennych chórów gotyckich na osi świątyni. Jest dwunawowe? Dlaczego? Tu trafiamy na opowieść o dawnych podziałach społecznych i o systemie stanowym. Otóż przez szereg stuleci zarówno nawy (po dwie), jak i prezbiteria oddzielone były od siebie drewnianą ścianą działową. Dzieliła ona wnętrze na część przeznaczoną dla szlachty i patrycjatu, i na tę dla pauprów, pośród których dominowali prości górnicy. Ludzie niejednokrotnie budzący przerażenie przedstawicieli warstw uprzywilejowanych. Ponoć ściana ta stała aż do połowy XIX wieku.
Dodajmy, że podobny system zastosowano w farze maleńkiego dziś miasteczka Rattenberg w tej samej dolinie rzeki Inn. Wiedząc o tym uświadamiamy sobie, że architektura obu tych kościołów to nie tylko sztuka, ale też mocne dokumenty społeczne. Ale dzielone były nie tylko kościoły. Także samo Schwaz podzielono na dwie części. Oczywiście nie był to podział dokonany murem. W jednej części mieszkali rzemieślnicy i mieszczanie (obywatele), w drugiej górnicy i gmin. Przed domami gwarków (górników mających pozwolenie na kopanie i eksploatację kruszcu) stawiano kamienie. Niektóre zachowały się w mieście do dziś.

Fot. Jerzy S. Majewski

Fot. Jerzy S. Majewski

Fot. Jerzy S. Majewski
Drugi ołtarz Wita Stwosza
Któż w Polsce nie słyszał o ołtarzu mariackim Wita Stwosza w Krakowie? Jego twórca Veit Stoss stworzył jedno z najwybitniejszych dzieł jesieni średniowiecza. Mało kto jednak wie, że jego dziełem był też ołtarz mariacki zamówiony ok. 1500 r. dla prezbiterium (patrycjuszowskiego) fary w Schwaz. W obu ołtarzach, w Krakowie i Schwaz temat środkowej kwatery był podobny. W Krakowie Zaśnięcie Maryi, w Schwaz jej Wniebowzięcie. W obu też przypadkach Matce Bożej towarzyszyli Apostołowie. Ołtarz mariacki w Schwaz musiał powstać do 1503 r. Mistrz Wit, który jeszcze w 1499 r. wykonał tak znaczące dzieło jak epitafium Volckamera w kościele św. Sebalda w Norymberdze, nie miał wiele czasu na ukończenie ołtarza. Po powrocie z Krakowa, obracając dużymi sumami pieniędzy wdał się w ryzykowne transakcje finansowe. Nie miał talentu Fuggerów i spekulacje finansowe skończyły się dla niego fatalnie. By ratować sytuację, sfałszował weksel. Sprawa się wydała. Stanął przed sądem i tylko cudem udało mu się uniknąć kary śmierci. W grudniu 1503 r. publicznie go jednak napiętnowano, a to oznacza, że kat wypalił mu rozgrzanym żelazem piętna na obu policzkach. Na tym nie koniec. Zakazano mu też wyjazdu z Norymbergi i prowadzenia warsztatu. Uciekł jednak z miasta do Münnerstadt, gdzie mieszkała jego córka z zięciem. Pozbawiony dobrze wyposażonego, norymberskiego warsztatu, w Münnerstadt zajął się wówczas pracami złotniczymi przy ołtarzu św. Kiliana, wykonanym dla kościoła św. Magdaleny. Wszystko to jednak działo się już po powstaniu ołtarza w Schwaz.
Epoka baroku z niechęcią patrzyła na gotyckie „bohomazy”. Ołtarz bez żalu usunięto, zastępując go w latach 1648-52 (czyli tuż po zakończeniu wojny trzydziestoletniej) ołtarzem wczesnobarokowym. Wniebowzięcie zastąpiło Wniebowstąpienie. Autorem dekoracji rzeźbiarskiej był Michael Gasser, ale zachowano wówczas kilka rzeźb Wita Stwosza tworzących grupę Apostołów. Ostatecznie ołtarz zniknął w 1805 r. zastąpiony nowym, klasycystycznym. Dziś zobaczymy kolejny, neogotycki, nawiązujący w jakiś sposób do ołtarza Wita Stwosza. Powstał on w latach 1911–13 i jest dziełem Ludwiga Plattnera i Josefa Schmidta.

Fot. Jerzy S. Majewski

Fot. Jerzy S. Majewski

Fot Jerzy S. Majewski

Fot. Jerzy S. Majewski

Fot. Jerzy S. Majewski

Fot. Jerzy S. Majewski

Fot. Jerzy S. Majewski

Fot. Jerzy S. Majewski

Maler u franciszkanów
W krajach katolickich w każdym liczącym się mieście czymś oczywistym były klasztory zakonów żebraczych i kaznodziejskich. Czasem dwa: franciszkanów i dominikanów. Czasem jeden z nich. Te klasztory i świątynie hojnie dotowane przez patrycjat i możnych często mówią równie wiele o mieście, co kościoły farne bezpośrednio związane z mecenatem miejskim. W Schwaz ponad sercem miasta wznosi się zespół klasztorny franciszkanów. Kolejna, późnogotycka budowla z barokowym wyposażeniem. Początki klasztoru usytuowanego nieco powyżej centrum miasta sięgają 1502 r. Nie obeszło się przy tym bez znamiennych problemów. Z inicjatywą budowy wystąpili właściciele kopalń, górnicy i mieszkańcy Schwaz. Zwrócili się do cesarza Maksymiliana I, który wydał zgodę. Pominęli jednak hierarchię kościelną. W rezultacie, gdy do Schwaz przybyli Franciszkanie, proboszcz z Vomp, reprezentujący wikariusza generalnego z Bressanone zakazał budowy pod sankcją klątwy[13]. Ostatecznie budowę rozpoczęto dopiero w 1507, a konsekrowano w 1515 r. Mistrz Christoph Reichartinger wzorował się przy tym do pewnego stopnia na kościele św. Krzyża w Augsburgu. Wykonawcą prac był kamieniarz Ulrich Klotz. Tak powstał jeden z najciekawszych, gotyckich kościołów w Tyrolu. Znacznie jednak ustępujący farze.

Fot. Jerzy S. Majewski.

Fot. Jerzy S. Majewski

Fot. Jerzy S. Majewski

Fot. Jerzy S. Majewski.
Nie zamierzam tu przedstawiać katalogu dzieł sztuki wypełniających wnętrze świątyni i klasztoru. Wspomnę jedynie, że w XVI wieku stanęło sześć ołtarzy określanych dziś jako gotyckie. Najciekawszy z nich, ołtarz boczny wymalowane przez Hansa Malera. I to na tym malarzu zatrzymajmy się, bo jego obecność w tym miejscu wiele mówi o ówczesnej pozycji Schwaz. Zacznijmy od tego, że Maler zaliczany jest do najwybitniejszych portrecistów epoki w kręgu krajów niemieckich. Urodził się w Ulm ok. 1480 r., ale znaczną część życia spędził i pracował właśnie w Schwaz. Tutaj też zmarł w roku 1529. A to oznacza, że miał w mieście klientów na swoje obrazy i portrety. Miasto też musiało stwarzać mu odpowiednie warunki do pracy. Maler portretował m.in. Fuggerów oraz kupców ze Schwaz. Wspomniany wcześniej Anton Fugger pozował mu co najmniej trzy razy. Ale jego modelami byli też ludzie znacznie możniejsi związani z dworem habsburskim. Malował m.in. cesarza Ferdynanda I Habsburga i kilkukrotnie jego żonę Annę Jagiellonkę, królową Czech i Węgier. Dodajmy tu, że Anna Jagiellonka była jedyną córką króla Czech i Węgier Władysława II Jagiellończyka, wnuczką króla polskiego Kazimierza Jagiellończyka i prawnuczką Władysława Jagiełły. Portrety królowej i cesarza dowodzą wysokiej pozycji Malera, a pośrednio też i samego Schwaz. Ostatni portret Malera przedstawiał Matthäusa Schwarza, dyrektora finansowego Fuggerów w Augsburgu.

Źródło Wikipedia
Schwaz okiem Fantuzziego
Świetność ekonomiczna i zarazem artystyczna Schwaz, którą reprezentował Maler, z biegiem lat stopniowo gasła. Schwaz opustoszało. Nigdy jednak nie umarło. Dowodem niech będzie relacja XVII-wiecznego podróżnika Giacomo Fantuzziego. Towarzysząc przez szereg lat nuncjuszowi apostolskiemu w Warszawie, bywał on na polskim dworze królewskim. Cieszył się przychylnością króla Jana Kazimierza i królowej Ludwiki Marii Gonzagi. W roku 1652, kilka lat po zakończeniu wojny trzydziestoletniej wracał z Warszawy nie tradycyjną, najkrótszą drogą, lecz trasą okrężną. Przez ziemie protestancie i katolickie, wędrując przez Prusy Królewskie, Księstwo Pomorskie, Niderlandy i liczne kraje niemieckie. Jego trasa biegła też doliną rzeki Inn. Tak trafił do Schwaz: „Schwaz jest wsią piękną i rozległą, cała murowana i jak miasto wielka. Są tam piękne domy, urocze bardzo i takaż fontanna na placu, w pobliżu którego zatrzymaliśmy się w oberży dostatniej wielce, gdzie nocą nie jedliśmy już kolacji, bo zbyt późno było, a także by dłużej nie czekać, aż posiłek przygotowany zostanie, jako że w tych stronach podobnie jak w Niemczech nie ma zwyczaju mięs gotowanych mieć na podorędziu[15]”. Fantuzzi, który rzucił okiem na Schwaz, mógł zajrzeć do fary. Być może też spojrzał na największy wówczas świecki budynek miejscowości, Handelhaus, mieszczący dziś ratusz. W budynku tym dwadzieścia lat wcześniej, we wrześniu 1632 r. zmarł suweren Tyrolu, książę Leopold V. W Schwaz, w toku wojny trzydziestoletniej bronił on Tyrolu przed Szwedami. Tuż po jego śmierci rozdzwoniły się dzwony. Niebawem orszak z ciałem wyruszył do Innsbrucka. Pieszo towarzyszył mu tłum górników.

Fot. Jerzy S. Majewski

Fot. Jerzy S. Majewski

Fot. Jerzy S. Majewski

Fot. Jerzy S. Majewski

Fot. Jerzy S. Majewski
Pusta ulica Franciszka Józefa
Bardzo miejski Schwaz prawa miejskie oficjalnie otrzymał dopiero 6 września 1899 roku. Nadał je cesarz Franciszek Józef. To być może dlatego główna ulica miasta nosi jego imię. Dzisiejszy Schwaz od dawna nie jest już miastem przemysłowym, ani wielkim ośrodkiem górniczym. Choć nie brak tu zakładów przemysłowych, takich jak warsztaty kolejowe należące do Grupy Škoda to chyba bardziej dziś kojarzy się z turystyką. Górniczą przeszłość dostrzegamy w licznych pamiątkach. Budowlach takich jak fara, dzisiejszy ratusz, czy dom Fuggerów. Także w pozostałych sztolniach gdzie turystów zaprasza kopania – muzeum (Silberbergwerk Schwaz), Jest ona już jednak tylko pamiątką po dawnych czasach i atrakcją turystyczną. Jednak pomimo takich atrakcji dla mnie Schwaz nie jest miastem, które się zwiedza, tak jak Salzburg czy choćby uroczy Rattenberg. Jest za to miejscem, które się czyta jak dokument epoki, w której pieniądz, surowiec i władza splatały się w jeden organizm. Jego złoty wiek nie był lokalnym cudem, lecz elementem europejskiego systemu gospodarczego, którego ślady do dziś zapisane są w architekturze, sztuce i układzie przestrzennym miasta.
Ale życie płynie nadal. Miasto odnalazło swoje miejsce we współczesnym świecie. Tym XX-wiecznym i tym obecnym. Podobnie jak inne miasta w Austrii sprawia wrażenie wymuskanego, o znakomicie rozwiniętej infrastrukturze i zanurzonego we współczesności. Zarazem widać tu dbałość o zabytki, pamięć o przeszłości. I to nie tylko tej chlubnej. Także tragicznej, przypominającej, że nic nie jest wieczne, trwałe, i że nawet w miejscach tak niewyobrażalnie pięknych zdarzają się koszmary wojen, niesprawiedliwości, zbrodni i klęsk żywiołowych. Znaczą ją zarówno zachowane budowle, jak też pomniki i liczne tablice pamiątkowe.
Nie ma miejsc idealnych. Idąc do centrum miasta od strony dworca kolejowego dochodzimy do mostu na rzece Inn. Dziś panoramę Schwaz przesłania ogromny budynek galerii handlowej. Wcześniej stały tu zabudowania dawnej fabryki tabacznej. (k. k. Tabakfabrik zu Schwaz). Galeria biegnie równolegle do głównej ulicy miasta Franz Josef Strasse i jest niemal tak samo długa, jak ona. Zimą w galerii jest ciepło i przyjemnie. Wypełnia ją tłum. Wzdłuż równoległej ulicy cesarza Franciszka Józefa zamkniętej z jednej strony fasadą fary, z drugiej zaś ozdobionej budynkiem ratusza panuje pustka. Widać nielicznych przechodniów. Ta obserwacja zasmuca mnie. Jest to zjawisko globalne. Tak samo zabijające centra miast i miasteczek w Austrii jak i w Polsce. Na szczęście historia Schwaz pokazuje, że nic nie jest trwałe. Tempora mutantur.

Fot. Jerzy S. Majewski

Fot. Jerzy S. Majewski

Fot. Jerzy S. Majewski

Fot. Jerzy S. Majewski

Fot. Jerzy S. Majewski

Fot. Jerzy S. Majewski

Fot. Jerzy S. Majewski[18].

Fot. Jerzy S. Majewski
[1] Jakub Michał Pawłowski. Austria, Helion S.A., Gliwice 2020, s. 254.
[2] Christina Linsboth – strona internetowa „Świat Habsburgów” – projekt grupy Schönbrunn.
[3] Martyn Rady, Habsburgowie, Bellona, Ożarów Mazowiecki 2022-2025, s. 74-87.
[4] H. Wiesflecker, Kaiser Maksymilian I, Das Reich, Österreich und Europa an der Wende zur Neuzeit. t.5. Wien 171-186 s. 637.
[5] Martyn Rady, Habsburgowie, Bellona, Ożarów Mazowiecki 2022-2025, s. 79-80.
[6] Datowanie wg tablicy informacyjnej przed budynkiem.
[7] Christina Linsboth – strona internetowa „Świat Habsburgów” – projekt grupy Schönbrunn.
[8] Schwazer Bergbuch 1556–1956. Pod redakcją Heinrich Winkelmann, Wethmar Gewerkschaft, Eisenhütte Westf, 1956.
[9] Bartosz Stefańczyk. Eksport głównym czynnikiem rozwoju Polski w XVI wieku [w] Polskie osdiągnięcia gospodarcze, redakcja naukowa Janusz Kaliński, Wydawnictwa Akademickie i profesjonalne, Warszawa 2010, s. 71.
[10] Antoni Mączak, Pieniądz i społeczeństwo w Rzeczpospolitej XVI i XVII wieku [w] „Roczniki Dziejów Społecznych i Gospodarczych” 1976, s. 76.
[11] Kościół parafialny Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny – Srebrne Miasto Schwaz
[12] Daty i atrybucja zgodnie z treścią tablicy przy kaplicy.
[13] Schwaz in Tirol, franziskanenkirche und Kreuzgang, 1507-2007, broszura.
[14] Ibidem
[15] Giacomo Fantuzzi, Diariusz podróży po Europie (1652) , przekład z rękopisu Wojciech Tygielski, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1990, s. 202.
[16] Thieleman J. Van Braght. Martyrology the Churches of Christ, Commonly Called Baptist, wyd. Forotten Books, 2018.
[17] Palais Enzenberg/ Tannenberg – Srebrne Miasto Schwaz
[18] Lista zabytków zabytkowych w Schwaz | AustriaWiki w Austria-Forum
