Przewiń treść

Kraków. Paw z kamienicy przy Pawiej

Ilekroć wysiadam w Krakowie na Dworcu Głównym, pierwsze kroki kieruję w stronę pawia. Pawia i pastuszka, co zawsze bawiło mnie absurdalnym zestawieniem. Pastuszek nie wypasa owiec, tylko pawie. Czyżby pastuszek z pawiej fermy?

Dziś pewnie stałby na fermie strusiej. Ale w latach 30. XX, gdy pod Wawelem pobrzmiewały jeszcze echa Młodej Polski, paw był na miejscu. Na miejscu jest także z powodu nazwy ulicy. Bo dom, którego godłem jest para pastuszek i paw – stoi przecież przy ulicy Pawiej. To dlatego śmiem uważać, że tak naprawdę nie jest to wizerunek pastuszka i pawia – tylko pawia i pastuszka. Bo paw jest ważniejszy. Pawia zapamięta każdy.

O pawiu myślę, gdy jadę koleją w kierunku Krakowa. Ilekroć pociąg (czy to osobowy, którym kiedyś, jeszcze przed otwarciem Centralnej Magistrali Kolejowej jeździłem przez Kielce i Radom, czy pośpieszny, czy ekspres, którym przed laty można było dojechać do Belgradu, czy wreszcie mocno zwalniające w tym miejscu pendolino) przejeżdża przez tunel i wyłania się w świetle przed stacją Tunel, zawsze przypominam sobie pawia. I czekam na jego spotkanie. Tak naprawdę jednak to czekanie na wyobrażenie. Na spełnienie marzenia, które jest małą estetyczną przyjemnością. Ale jest ono bardziej wytworem wyobraźni niż rzeczywistości. Bo paw jest kaleki.

 

krakow-ring-pawia-12-elewacja-ornamentyka-goral-obraz-5400-2
Fot. Jerzy S. Majewski

 

W wyobraźni widzę go w tęczowych barwach, mieniących się w jego ogonie. Tyle tylko, że tego ogona nie ma. Odpadł, i to Bóg jeden raczy wiedzieć, kiedy. Ma szczęście, mógł być rozstrzelany. Choć to przecież nie paw warszawski, tylko krakowski. A jednak wokół pawia aż roi się od śladów po kulach. To, jako genetycznego warszawiaka, zawsze mnie dziwiło. Kule? Jakie kule w Krakowie? Kto tu strzelał? Szpicbródka napadający na kolejową kasę? A jednak! Kraków ma swoją wojenną historię. I w pierwszych dniach września 1939 i w styczniu 1945 r. kule pawia nie dosięgły. Nie trafiły też pastuszka, jednak o mało co.

– To wcale nie są śladu po kulach – przekonuje mnie pan pracujący w sex shopie mieszczącym się na parterze budynku. Zna dom od dzieciństwa. Jak mówi, to ślady rozprysków po wybuchu bomby lotniczej po drugiej stronie narożnika Pawiej i Worcella. – Bomba wybuchła we wrześniu 1939 r. i zniosła stojący tam budynek – opowiada i pokazuje mi też ślady po eksplozji na sąsiednich budynkach.

Ale te kule wokół pawia o urwanym ogonie przypominają historię tragiczną. To los współwłaściciela tej modernistycznej kamienicy powstałej w latach 1937-1938 – Mariana Rozmaryna. Niemcy rozstrzelali jego i jego żonę w 1942 roku. Gdyby nie wojna, pewnie do spółki z Ignacym Halpernem i Antonim Jasińskim zbudowałby kolejne kamienice. Już nie z pastuszkiem i pawiem, ale może z tak lubianym w Krakowie smokiem, albo lajkonikiem.

krakow-ring-pawia-12-elewacja-1937-19382013-proj-edward-kreisler-kamienica-antoniego-jasinskiego-i-mariana-rozmaryna-2
Fot. Jerzy S. Majewski

 

Bo, jak czytamy w książce Barbary Zbroi „Architektura międzywojennego Krakowa 1918-1919”, władze budowlane miasta wymagały przed 1939 r. od inwestorów kamienic  przed zatwierdzeniem budynku przygotowania szczegółowego projektu takiego zatwierdzenia. W rezultacie kamienice krakowskie z lat 30., inaczej iż te w Warszawie, Łodzi, Lwowie, czy Gdyni mają godła. „Wbrew przyjętej opinii nie było przepisu, który narzucał obowiązek wykonywania godła” – pisze Barbara Zbroja.

Wróćmy jednak do samego budynku. To nowoczesna kamienica o efektownym narożniku z ulicą Worcella. Długie linie zaokrąglonych balkonów – pokładów nadają jej pewien rys modnego wówczas stylu okrętowego – choć to tylko dekoracja nałożona na budynek.  Kto był projektantem, próbowała ustalić Barbara Zbroja. „Projekt podpisał Jakub Jan Spira, inżynier dróg i mostów. Najprawdopodobniej Spira przy tej realizacji współpracował z Edwardem Kreislerem. Można się tego domyślać, gdyż dom przy Pawiej odznacza się cechami występującymi w innych budynkach zaprojektowanych przez Kreislera, których budową kierował Spira” – czytamy w książce Barbary Zbroi. Cytując te słowa wciąż myślę o pawiu.  Czy przyjdzie dzień, w którym odzyska on swój ogon? Gdy nadejdzie, na pewno o tym napiszę.

 

krakow-ring-pawia-12-elewacja-obraz-5400-1
Fot. Jerzy S. Majewski

Tagi

architektura art deco barok Belgia Białoruś brzydota Budapeszt Cinque Terre cmentarz design Emilia Florencja Gdańsk Gdynia Genua Hiszpania II wojna światowa infrastruktura miejska Italia kamienice Katowice Kraków malarstwo mała architektura modernizm nowe inwestycje odbudowa pałace Podróże Portugalia Powstanie Warszawskie Poznań Praga renesans renowacja rozbiórka Rzym secesja Sezam sztuka ulotna wakacje Warszawa wieżowce wrzesień 1939 Élisabeth Vigée Le Brun