Przewiń treść

Moskwa. Patriarsze Prudy, tam gdzie Berlioz stracił głowę

Patriarsze Prudy w Moskwie to miejsce, gdzie zaczyna się powieść „Mistrz i Małgorzata”. Nie od razu odnajdziemy tam jednak ślady Michaiła Bułhakowa i jego bohaterów. Zresztą siły nieczyste mają to do siebie, że pojawiają się wtedy, kiedy chcą.

Moskwa. Patriarsze Prudy. Alejka w parku od strony ul. Jermołajewskiej. Fot. Jerzy S. Majewski
Moskwa. Patriarsze Prudy. Alejka w parku od strony ul. Jermołajewskiej. Fot. Jerzy S. Majewski

 

Moskwa Patriarsze Prudy. W parku nie ma pomnika Bułhakowa. Zamiast niego stoi prawdziwie socrealistyczny pomnik bajkopisarza Iwana Kryłowa, któremu towarzyszy cała brązowa ściana takich oto scenek z jego bajek. Władze chciały ustawić w parku koszmarny pomnik „Mistrza i Małgorzaty” w postaci monstrualnego, wysokiego na 14 metrów prymusa z siłą nieczystą. Siłom nieczysta przeciwstawili się mieszkańcy Moskwy. Przeciwko budowie zaprotestowało ponad 50 tys. osób. Fot. Jerzy S. Majewski
Moskwa. Patriarsze Prudy. W parku nie ma pomnika Bułhakowa. Zamiast niego stoi prawdziwie socrealistyczny pomnik bajkopisarza Iwana Kryłowa, któremu towarzyszy cała brązowa ściana takich oto scenek z jego bajek. Władze chciały ustawić w parku koszmarny pomnik „Mistrza i Małgorzaty” w postaci monstrualnego, wysokiego na 14 metrów prymusa z siłą nieczystą. Siłom nieczystym przeciwstawili się mieszkańcy Moskwy. Przeciwko budowie zaprotestowało ponad 50 tys. osób. Fot. Jerzy S. Majewski

 

Moskwa. Duży Patriarszy Zaułek, witryna cafe Behemot. Fot. Jerzy S. Majewski
Moskwa. Duży Patriarszy Zaułek, witryna café Behemot. Fot. Jerzy S. Majewski

Wychodziłem z kawiarni „Behemot” przy Dużym Patriarszym Pierieułku (Zaułku) w sercu Moskwy, gdy z piskiem opon zajechały samochody policyjne. Zrobiło się zamieszanie. Z wozów wyskoczyli milicjanci w hełmach, kamizelkach kuloodpornych i z bronią automatyczną. Celem nie była „diabelska” café Behemot, która skusiła mnie tyleż nazwą, co wypisaną kredą tablicą zapraszającą na raki – lecz sąsiedni bar sushi.

Co zaszło w barze sushi, nie wiem? Akcja trwała krótko, i gdy pół godziny później, po spacerze wokół stawu na Patriarszych Prudach powróciłem pod kawiarnię Behemot, na drzwiach baru sushi wisiała tabliczka „Zamknięte”. Po samochodach policyjnych nie było śladu.

Brzmi to jak opowieść kryminalna, jakimi raczyła nas prasa przed kilkunastu laty w relacjach z Rosji, ale dziś Moskwa jest innym miastem niż wtedy. Zadbanym, czystym, bezpiecznym i przyjaznym dla pieszych. Ze ścieżkami rowerowymi i ograniczanym ruchem samochodowym. Uderzył mnie jednak ten jedyny w swoim rodzaju zbieg okoliczności. Na Patriarszych Prudach szukałem cieni bohaterów „Mistrza i Małgorzaty”. Nie mogłem ich początkowo odnaleźć. Wokół wiele się zmieniło, choć prostokątny staw otoczony z czterech stron alejkami parkowymi i czterema pierzejami zabudowy istnieje tak jak niegdyś. Dopiero café Behemot stanowiła nawiązanie do „Mistrza i Małgorzaty”. Zdarzenie z milicją po opuszczeniu kawiarni uznałem za sztuczkę sił nieczystych. Możliwą tylko w tym miejscu.

I choć Patriarsze Prudy zrazu mnie rozczarowały, to na widok uzbrojonych milicjantów przeleciało mi przez pamięć pierwsze zdanie z najbardziej ukochanej książki ze wszystkich moich ukochanych książek: „Kiedy zachodziło właśnie gorące wiosenne słońce, na Patriarszych Prudach zjawiło się dwóch obywateli…”. A potem w wyobraźni ujrzałem inny obraz. Umundurowanych enkawudzistów oddających serie z karabinów maszynowych do bujającego się na żyrandolu kocura z prymusem w jednej łapie i brauningiem w drugiej, w którego lufę dmuchał po każdej serii strzałów.

Moskwa. Patriarsze Prudy. Pawilon w parku. Powstał już w latach 90 XX w. na wzór starszego, drewnianego z 1938 r. Fot. Jerzy S. Majewski.
Moskwa. Patriarsze Prudy. Pawilon w parku. Powstał już w latach 90. XX w. na wzór starszego, drewnianego z 1938 r. Fot. Jerzy S. Majewski

 

Moskwa.Mały Patriarszy Zaułek. Socrealistyczna płaskorzeźba na jednym z budynków z oknami wychodzącymi na Patriarsze Prudy. Fot. Jerzy S. Majewski.
Moskwa. Mały Patriarszy Zaułek. Socrealistyczna płaskorzeźba na jednym z budynków z oknami wychodzącymi na Patriarsze Prudy. Fot. Jerzy S. Majewski

 

Moskwa. ul. Mała Bronna. Plecami do tej wczesnomodernistycznej kamienicy siedzieli na ławce Berlioz z Bezdomnym. Fot. Jerzy S. Majewski
Moskwa. Ulica Mała Bronna. Plecami do tej wczesno modernistycznej kamienicy siedzieli na ławce Berlioz z Bezdomnym. Fot. Jerzy S. Majewski

Patriarsze Prudy to staw otoczony alejkami parkowymi biegnącymi po prostokącie i czterema ulicami: Małą Bronną, Jermołajewską oraz Dużym i Małym Patriarszym Pierieułkiem. W 1924 r. aż po rok 1993 Mały Patriarszy Zaułek nosił nazwę Zaułku Pionierskiego i tak się właśnie nazywał w czasach, gdy Michaił Bułhakow pisał „Mistrza i Małgorzatę”. (Arcydzieło to powstawało długo, od 1928 po 1940 r.). Tak jak przy sąsiednich ulicach, stoją tu mocno nadszarpnięte przez czas i władzę sowiecką kamienice, które przed rewolucją należały do eleganckich. Są też wtopione w pierzeje pojedyncze domy zbudowane chyba niedługo przed powstaniem książki i w trakcie jej pisania.

Z kolei Duży Patriarszy Zaułek od roku 1963 (na cztery lata przed pierwszym wydaniem „Mistrza i Małgorzaty” mającym miejsce w Paryżu) przemianowano na ulicę Adama Mickiewicza (też do 1993 r.).

Owych „dwóch obywateli” z pierwszego zdania „Mistrza i Małgorzaty” to Michał Aleksandrowicz Berlioz, redaktor naczelny miesięcznika literackiego i prezes zarządu Massolitu – jednego z największych stowarzyszeń literackich Moskwy oraz poeta Iwan Nikołajewicz Ponyriow, publikujący pod pseudonimem Bezdomny. Jak pamiętamy z książki, było upalnie i mężczyźni postanowili się nieco ochłodzić.

„Kiedy pisarze znaleźli się w cieniu lip, które zaczynały się już zazieleniać, natychmiast ostro ruszyli ku jaskrawo pomalowanej budce z napisem >Piwo i napoje chłodzące< (…) – Butelkę mineralnej – poprosił Berlioz
– Mineralnej nie ma – odpowiedziała kobieta w budce i z niejasnych powodów obraziła się.
– A piwo jest? – ochrypłym głosem zasięgnął informacji Bezdomny
– Piwo przywiozą wieczorem – odpowiedziała kobieta.
– A co jest ? – zapytał Berlioz
– Napój morelowy, ale ciepły – powiedziała
– Może być. Niech będzie!
Morelowy napój wyprodukował obfitą żółtą pianę i w powietrzu zapachniało wodą fryzjerską. Literaci wypili. Natychmiast dostali czkawki, zapłacili i zasiedli na ławce zwróceni twarzami do stawu, a plecami do Bronnej”.

Próżno dziś szukać owej jaskrawo wymalowanej budki z piwem, którego nie dowieźli i napojami chłodzącymi, które nie chłodziły. Dziś za plecami Berlioza i Bezdomnego, na Bronnej aż roi się o knajpek, przed którymi tłumy młodych ludzi siedzą do późnej nocy nie tylko przy piwie i napojach chłodzących, wylegując się na poduszkach wykładanych wprost na idealnie równym, granitowym chodniku.

Na Bronnej jest jak w Krakowie, Wiedniu czy Budapeszcie. Dla mnie to też obraz innej, nowej Moskwy, bo gdy sięgam do swoich notatek sprzed ponad ćwierć wieku, atmosfera tu panowała nadal sowiecka. Wciąż stał drewniany pawilon z napojami bez napojów, a i sama Mała Bronna była przerażająco nudna, zalana asfaltem. Za to obecnie w ocienionej drzewami alejce nadal widzimy ławki.

To właśnie tutaj, na jednej z nich, plecami do Małej Bronnej i twarzą do stawu oraz Małego Patriarszego Zaułka, który wtedy nie był jeszcze ulicą Adama Mickiewicza, siedzieli Bierioz i Bezdomny. Na ławce Bierioz wykładał poecie swój materialistyczny światopogląd. Tutaj też przysiadł się do nich Woland, tajemniczy „cudzoziemiec”, konsultant i specjalista od czarnej magii, snujący opowieść o historii mającej miejsce dwa tysiące lat wcześniej w Jerozolimie. Tutaj też obaj obywatele ujrzeli  diabelskich pomocników cudzoziemca, a konsultant przepowiedział Berliozowie, że nie spadnie mu wprawdzie cegła na głowę na Bronnej, ale utną mu głowę, a zrobi to Rosjanka, komsomołka.

Ale dla mnie najważniejsze jest to, że dziś, tak jak i za czasów powstania książki, na rogu Małej Bronnej i Jermałojewskiej jest wyjście z parku. Kiedyś stał przy nim turnikiet, chroniący przed tramwajem, dziś flankują go dwie, socrealistyczne latarnie kandelabry, o trzonach odlanych z brązu. Zresztą może stały już wtedy, choć nie jest to pewne, gdyż elementy socrealistycznego „umeblowania” ulicy powstają w Moskwie i współcześnie.

To tutaj Berlioz poślizgnie się na kocich łbach, na których wcześniej Anuszka z ulicy Sadowej rozbiła litrową butlę oleju słonecznikowego. Wpadnie pod tramwaj, a głowę utnie mu koło tramwaju prowadzonego przez kobietę-motorniczego.

Zanim jeszcze Berlioz poślizgnął się, padając na bruk głową do tyłu „tramwaj natychmiast nadleciał, skręcając w nową trasę z Jermołajewskiej na Bronną. Kiedy zakręcił i wyszedł na prostą, niespodziewanie zabłysnął wewnątrz elektrycznym światłem, zawył i dodał gazu”. Bułhakow pisze o nowej linii tramwajowej, co świadczy o tym, że ten fragment musiał być napisany już po 1929 r. , ale nie wiele później.

Tymczasem w internecie, a także na stronach polskiej Wikipedii można przeczytać, że wokół Patriarszych Prudów nie ma i nigdy nie było tramwaju. O ile istotnie dziś go nie ma, to jak najbardziej przejeżdżał on przed wyjściem z parku w chwili pisania książki. Tory tramwajowe ułożono tu w 1929 r. Owijały się wokół parku ze stawem, tworząc pętlę. Jak przeczytałem na tablicy informacyjnej umieszczonej w parku, od połowy lat 30., latem pozostawiane tu były wozy tramwajowe na noc. Zaś w 1938 r. nad brzegiem stawu dla motorniczych zbudowano drewniany pawilon, w którym zimą mogli się oni ogrzać.  Stanął dokładnie naprzeciwko obecnej café „Behemot” od strony Dużego Patriarszego Zaułku. Przy pawilonie powstał też bufet, choć pewnie nie był tożsamy z owym kioskiem, gdzie Berlioz z Bezdomnym raczyli się ciepłym napojem morelowym. Pawilon pozostawiono, gdy w latach 40. linia tramwajowa wokół parku została rozebrana. Zimą budynek zamieniał się w zaplecze dla łyżwiarzy.

Dziś nadal oglądamy tu pawilon. Bułhakow nie mógł go jednak znać. Jest bowiem murowany i zbudowano go dopiero w latach 1983-85. Jednak jego klasycyzująco socrealistyczna architektura podobno powtarza w dużym stopniu formę rozebranego wtedy budynku z 1938 r.

Powróćmy jeszcze do narożnika Bronnej i Jermołajewskiej. Dokładnie po przekątnej narożnika z wejściem do parku, tam gdzie potoczyła się głowa Berlioza, wznosi się budynek stanowiący przedziwną hybrydą konstruktywizmu, zachodniego art deco i socrealizmu, i zwieńczony iluminowaną nocą, ażurową konstrukcją, stanowiąca wariację na temat konstruktywistycznego modelu pomnika III Międzynarodówki z 1919 r. Władymira Tatlina.

Przyznam, że dałem się nabrać, przekonany, że budynek ten jest jakimś zupełnie nie odkrytym dziełem  z czasów, gdy Bułhakow pisał książkę. Wdarłem się do wyłożonego marmurami holu, gdzie stanęła na wprost mnie ochrona. Jak się okazało, życzliwa, ale złudzenie prysło. Zanim  Berlioz utracił głowę, nie mógł ujrzeć naprzeciwko siebie drapacza w stylu soc-art deco z konstruktywistyczną wieżą Tatlina. Budynek ten, kiepsko zresztą wykończony, powstał bowiem w roku 1992 roku(!) wg projektu pracowni Siergieja Takaczenki. (współpraca Dąbrowski, Woźniczenko, Kononienko). Jest płodem postsowieckiego postmodernizmu.

Zanim się o tym dowiedziałem zadałem pytanie ochronie: – Czy tu mieszkali znani ludzie? I miałem na myśli znanych ludzi lat 30. czy 40. XX w. – Tu mieszkają znani ludzie – usłyszałem. Ochroniarz nie chciał wyjawić nazwisk, ale jak się okazuje, cała Moskwa dobrze wie, że w apartamencie pod „konstrukcją Tatlina” mieszka ikona rosyjskiej popkultury Ałła Pugaczowa.

Moskwa. Jeden z licznych lokali na ul. Małej Bronnej. Na zewnątrz przygotowane miejsca do siedzenia na ulicy. Fot. Jerzy S. Majewski.

Moskwa. Jeden z licznych lokali na ul. Małej Bronnej. Na zewnątrz przygotowane miejsca do siedzenia na ulicy. Fot. Jerzy S. Majewski

 

Moskwa. Ulica Mała Bronna. Fot. Jerzy S. Majewski
Moskwa. Ulica Mała Bronna. Fot. Jerzy S. Majewski

 

Moskwa. Mała Bronna. W głębi skrzyżowanie z Jermołajewską. Na nim przy wyjściu z parku Berlioz wpadł pod tramwaj. Fot. Jerzy S. Majewski
Moskwa. Mała Bronna. W głębi skrzyżowanie z Jermołajewską. Na nim, przy wyjściu z parku Berlioz wpadł pod tramwaj. Fot. Jerzy S. Majewski

 

Moskwa. ul Jermołajewska. Apartamentowiec z 1992 r. z ażurową wieża. pod którą mieszka Ałła Pugaczowa. Widok z Patriarszych Prudów. Fot. Jerzy S. Majewski
Moskwa. Ulica Jermołajewska. Apartamentowiec z 1992 r. z ażurową wieżą, pod którą mieszka Ałła Pugaczowa. Widok z Patriarszych Prudów. Fot. Jerzy S. Majewski

 

Moskwa. Z prawej ażurowe zwieńczenie apartamentowca przy ul. Jermołajewskiej. Widok od strony Sadowego Kalca. Fot. Jerzy S. Majewski
Moskwa. Z prawej ażurowe zwieńczenie apartamentowca przy ul. Jermołajewskiej. Widok od strony Sadowego Kalca. Fot. Jerzy S. Majewski

 

Od strony Sadowego Kalca wyższe partie apartamentowca przy Jermałojewskiej przypominają budynki z czasów socrealizmu. Niestety jakość wykonania elewacji jest bardzo kiepska. Fot. Jerzy S. Majewski.
Moskwa. Od strony Sadowego Kalca wyższe partie apartamentowca przy Jermałojewskiej przypominają budynki z czasów socrealizmu. Niestety jakość wykonania elewacji jest bardzo kiepska. Fot. Jerzy S. Majewski

Tagi

art deco barok Belgia Berlin Białoruś brzydota Budapeszt Cinque Terre cmentarz design funkcjonalizm Gdańsk Gdynia gotyk II wojna światowa infrastruktura miejska Italia kamienice Katowice kicz kościół Kraków malarstwo mała architektura modernizm nowe inwestycje odbudowa pałace Podróże Pomorze Powstanie Warszawskie Poznań renesans Rosja Rzym secesja Sezam sztuka ulotna wakacje Warszawa Wielkanoc wieżowce Wizytki wrzesień 1939 Łódź