Przewiń treść

Skrzypce Stradivariusa na Zamku Królewskim w Warszawie

Na Zamku Królewskim w Warszawie do 21 grudnia można z bliska oglądać pierwszy w powojennej Polsce oryginalny egzemplarz skrzypiec wykonanych przez Antonio Stradivariego.

anusz Wawrowski, laureat wielu międzynarodowych konkursów skrzypcowych gra na instrumencie Stradivariego z 1685 r. Przez wiele lat egzemplarz ten znajdował się w rękach prywatnych, a koncerty na nim wykonywano raz do roku. Fot. Jerzy S. Majewski
Janusz Wawrowski, laureat wielu międzynarodowych konkursów skrzypcowych gra na instrumencie Stradivariego z 1685 r. Przez wiele lat egzemplarz ten znajdował się w rękach prywatnych, a koncerty na nim wykonywano raz do roku. Fot. Jerzy S. Majewski

Dyrektor Zamku prof. Wojciech Fałkowski osobiście umieścił je w specjalnie przygotowanej gablocie stojącej w Sali Rady.  Niezwykły instrument znajduje się w Polsce od kilku miesięcy. Zakupiony został z fundacji założycieli portalu „FutureNet” Romana Ziemiana i Stephana Morgensterna.

Na co dzień nie spoczywa w muzealnej gablocie, lecz używany jest przez Janusza Wawrowskiego – najwybitniejszego polskiego skrzypka młodego pokolenia.  Na Zamku jego grę można było usłyszeć już kilka razy, zaś 4 grudnia skrzypcom nadano nazwę „Polonia”.  Choć datowane są na rok 1685, to wciąż zachowują wyjątkowe brzmienie. Wszystkie elementy skrzypiec są oryginalne i znajdują się w znakomitym stanie.

W roku 1685 Antonio Stradivari, lutnik z Cremony w Lombardii skończył 41 lat. Miał przed sobą jeszcze ponad połowę życia. Umarł w roku 1737. Łącznie wykonał ok. 1 116 instrumentów, ale najsłynniejsze były właśnie skrzypce. Sam chodził po lesie. Opukiwał drzewa i wybierał do wycinki te, które nadawały się najlepiej do budowy instrumentu. Ścinał je tylko o północy w trakcie pełni księżyca. Skrzypce konstruował w samotności, na strychu domu, nikogo nie wpuszczając do pomieszczenia. Opracował też specjalny klej. Jego składniki, tak jak i samą technologię budowy instrumentu, trzymał w największej tajemnicy. Zabrał ją do grobu, nie przekazując jej nawet własnym synom.

Do dziś najwybitniejsi wirtuozi podkreślają, że skrzypce Stradivariego mają duszę. Nic nie tracą z uroku swego brzmienia pomimo upływu kilkuset lat. Żadne inne im nie dorównują. Nic dziwnego, że zawsze je bardzo ceniono. Osiągały astronomiczne ceny. Dzięki temu do naszych dni na świecie wciąż zachowało się ponad pół tysiąca tych instrumentów. Niestety część z nich spoczywa w sejfach i nigdy nie ogląda światła dziennego.

Na skrzypcach Stradivariego grało wielu polskich wirtuozów. Miał je m.in. Karol Lipiński. Zapewne grał na nich w 1829 r., kiedy to w Warszawie rozgrywał się jego słynny pojedynek smyczkowy z Niccolò Paganinim. Sam Paganini grał na skrzypcach wykonanych przez lutnika Carla Bergonziego, które jednak uważano za ustępujące brzmieniem tym z pracowni Stradivariego. Kilka lat temu na aukcji w Londynie skrzypce Paganiniego sprzedano za milion dolarów.

Tymczasem skrzypce polskiego wirtuoza Karola Lipińskiego z 1715 r. także przetrwały.  W 2014 r. zostały zrabowane w trakcie napadu Frankowi Almondowi na parkingu w Milwaukee. Stało się to tuż po koncercie. Ostatecznie policja aresztowała sprawców, a skrzypce odzyskano. Właścicielem skrzypiec Stradivariego o nazwie „Sasserno” był też Henryk Wieniawski. Inne w swoim czasie należały do Michała Ogińskiego.

W latach międzywojennych dwie pary skrzypiec miał w swoich zbiorach instrumentów łódzki przemysłowiec Henryk Grohman. Jedne z nich już w 1904 zapisał w testamencie swemu przyjacielowi, wybitnemu skrzypkowi Stanisławowi Barcewiczowi. Barcewicz zmarł jednak w 1929 – Grohman przeżył go o dekadę. Po jego śmierci w początku 1939 r. skrzypce przekazane zostały w depozycie do Muzeum Narodowego w Warszawie. Ukrywane były w nim jeszcze w pierwszych dniach Powstania Warszawskiego. Potem przepadły. Nie wiadomo, co się z nimi stało. Mogły zostać równie dobrze zrabowane przez żołnierzy niemieckich, jak też zniszczone przez żołdaków, którzy pewnie nie znali ich wartości.

Warszawa. Zamek Królewski. Dyrektor Zamku prof. Wojciech Fałkowski umieszcza skrzypce Stradivariusa w gablocie w Sali Rady. Fot. Jerzy S. Majewski
Warszawa. Zamek Królewski. Dyrektor Zamku prof. Wojciech Fałkowski umieszcza skrzypce Stradivariusa w gablocie w Sali Rady. Fot. Jerzy S. Majewski

 

Warszawa. Zamek Królewski. Skrzypce Stradivariusa z 1685 r. od 4 grudnia 2018 noszą nazwę „Polonia”. Fot. Jerzy S. Majewski
Warszawa. Zamek Królewski. Skrzypce Stradivariusa z 1685 r. od 4 grudnia 2018 noszą nazwę „Polonia”. Fot. Jerzy S. Majewski

 

Skrzypce Stradivariusa z 1685 r. Materiały Zamku Królewskiego w Warszawie
Skrzypce Stradivariusa z 1685 r. Materiały Zamku Królewskiego w Warszawie. Fot. Jerzy S. Majewski

Tagi

architektura art deco barok Belgia Białoruś brzydota Cinque Terre cmentarz design Florencja funkcjonalizm Gdańsk Gdynia gotyk II wojna światowa infrastruktura miejska Italia kamienice Katowice kicz kościół Kraków malarstwo modernizm nowe inwestycje odbudowa Piotrkowska Podróże Pomorze Powstanie Warszawskie Poznań renesans Rosja rzeźba Rzym secesja sztuka ulotna wakacje Warszawa Wielkanoc wieżowce Wizytki Wola wrzesień 1939 Łódź