Przejdź do treści

Warszawa. Noakowskiego 10 (dawniej Polna 64, pierwotnie Polna 48). Mroczne historie z domu Oppenheima

Spośród trzech wielkich kamienic Arona Oppenheima przy obecnej ulicy Noakowskiego najnowszą i największą był dom pod numerem dziesiątym. Rozmiarami przerasta nawet opisywany tu niedawno „mrówkowiec” przy Noakowskiego 12.

Warszawa. Noakowskiego 10. Fasada kamienicy. Pierwotnie budynek zwieńczony był jeszcze łamanym dachem. Fot. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Ulica Noakowskiego. Druga od prawej fasada kamienicy Oppenheima pod nr 10. Fot. Jerzy S. Majewski

Trzy podwórka studnie oraz klatki schodowe tego ogromnego budynku przed czterdziestu laty zagrały w jednym z najbardziej ponurych filmów polskich o czasach stalinizmu. „Niedzielne igraszki” Roberta Glińskiego to mroczna opowieść o czasach stalinowskiego terroru, demoralizacji spowodowanej przez lata wojny, niemiecką okupację i totalitarne rządy w powojennej Polsce. Tym bardziej przerażająca, że pokazana przez pryzmat okrutnych, dziecięcych zabaw. Wszystkie sceny rozgrywają się w dawnej kamienicy Oppenheima. Film był tak wstrząsający, tak mocno uderzający w przeszłość komunistycznego reżimu, że ostatecznie w kinach pokazano go dopiero w 1988 r.

Dawna kamienica Oppenheima, zdewastowana przez komunizm, o podwórkach otoczonych elewacjami pozbawionymi w znacznym stopniu tynków, była przekonującym planem filmowym dla tego psychologicznego horroru. O ile jednak historia filmowa jest fikcją nakręconą według scenariusza Roberta Glińskiego i Grzegorza Torzeckiego, to oko kamery pokazywało rzeczywisty stan budynku w 1983 roku.

Dziś przybrudzone elewacje dwóch pierwszych podwórek kamienicy nadal wyglądają dość ponuro, ale łatwo się przekonać, że nowe tynki położono już po 1983 r. Widać też, że zniknął wówczas ważny element wystroju tych elewacji. Podobnie jak na podwórkach kilku innych wczesnomodernistycznych kamienic warszawskich partia cokołowa ich elewacji obłożona była płytkami ceramicznymi. Dziś nie ma po nich śladu. Ocalały jedynie na kadrach filmowych.

Warszawa. Noakowskiego 10. Dusza pierwszego podwórka studni o kształcie zbliżonym do prostokąta. Fot. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Noakowskiego 10. Dusza drugiego podwórka. Fot. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Noakowskiego 10. Przyziemie prawej oficyny w drugim podwórku. U dołu na ścianie ryzalitu klatki schodowej kapliczka urządzona najprawdopodobniej w latach okupacji niemieckiej 1939-44, pierwotnie z figurą Matki Boskiej autorstwa Ślusarskiego. Przed kapliczką w czasie okupacji odbywały się nabożeństwa majowe. Pierwotnie partia cokołowa elewacji obłożona była płytkami ceramicznymi, pomagającymi utrzymać podwórko w czystości. Fot. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Noakowskiego 10. Ostatnie kondygnacje prawej oficyny w drugim podwórku. Fot. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Noakowskiego 10. Fragment elewacji prawej oficyny w drugim podwórku. Fot. Jerzy S. Majewski

W chwili gdy Robert Gliński przystępował do zdjęć, nad kamienicą przy Noakowskiego 10 unosiła dość makabryczna aura. Zaledwie trzy lata wcześniej w budynku dokonana została zbrodnia, o której mówiła cała Polska. W mieszkaniu przez własną córkę zamordowana została pracownica TVP Danuta Orzechowska. Nie było to zwykłe morderstwo. Córka po zamordowaniu matki poćwiartowała jej ciało. Głowę włożyła do garnka, który wrzuciła do Jeziorka Czerniakowskiego. Garnek nie zatonął i głowę dość szybko odnaleziono. Dłużej trwało poszukiwania reszty ciała. Korpus i odcięte nogi zostały przez córkę podrzucone w walizce oraz tubie na Dworcu Centralnym. Po odnalezieniu ciała milicja zwracała się przez telewizję do widzów o pomoc w ustaleniu sprawcy. Gdy okazała się nim córka, opinia publiczna żądała dla niej kary śmierci. Ostatecznie matkobójczyni otrzymała najniższy możliwy wyrok. Jak się bowiem okazało, to matka doprowadziła córkę do ostateczności.

Gdy kamienicę budowano na początku XX w., miał to być nowocześnie wyposażony dom z luksusowo wyposażonymi mieszkaniami. Inwestorzy liczyli zapewne na najemców o zasobnych kiesach, profesorach i urzędnikach rosyjskiej wówczas Politechniki Warszawskiej. Nie gardzili też ubogimi studentami czy robotnikami. Podobnie było zresztą w kamienicach pod nr 12 i 16. Obok wielkich apartamentów nie brakowało mniejszych mieszkań.

Warszawa. Noakowskiego 10. Dusza trzeciego podwórka studni. Choć oddzielone murowanym ogrodzeniem, przestrzennie łączy się ono z podwórkiem kamienicy przy Lwowskiej 11. Fot. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Noakowskiego 10. Fragment trzeciego podwórka. Fot. Jerzy S. Majewski

Projekt kamienicy powstał w 1910 r. w pracowni architekta Leona Drewsa. Jak ustalił Jarosław Zieliński, wspólnikiem Oppenheima był wówczas Zalman Regirer. Do budowy przystąpiono już w 1910 r. i zakończono ją rok później. Jednak Aron Oppenheim nie zobaczył ukończonego budynku. Zmarł bowiem w trakcie jego realizacji. Rok później, w 1912 r. zatwierdzony został projekt nadbudowy kamienicy o jeszcze jedno piętro. Inwestorami byli wówczas Zalman Regiger i wdowa po zmarłym Frajda Oppenheimowa[1]. Na przełomie lat 20. i 30. kamienica należała do F. Frendenberga.

Warszawa. Noakowskiego 10. Fragment elewacji pierwszego podwórka. W większości nowych okien udało się zamarkować drobne podziały szprosowe okien charakterystyczne dla wczesnego modernizmu. Fot. Jerzy S. Majewski

Fasadę budynku ożywiły trzy mocno spłaszczone wykusze oraz głębokie loggie na siódmym piętrze. Pierwotnie boczne wykusze zwieńczone były hełmami nakrytymi dachówką, zniszczonymi w 1944 r. Z logii rozciągał się i nadal rozciąga widok na zabudowania Politechniki oraz niegdyś na widoczny w oddali rozległy teren Pola Mokotowskiego. Zapewne można też było z niej z dość daleka obserwować gonitwy na pobliskim torze wyścigów konnych. Wystarczyło przyłożyć do oczu lornetkę.

Loggie ujęły nieco przysadziste kolumienki. Fasadę dopełniły oszczędnie rozrzucone płaskorzeźby o dość humorystycznej tematyce. Rozmieszczono je w odbiciu lustrzanym po obydwu stronach osi symetrii. Czy układają się one w jakąś antyczną opowieść? Być może. Jest tu zatem tarcza i hełm rzymskiego legionisty, płonąca pochodnia, czaszki byków z festonami, skrzydlaty wąż, trudne do określenia maski, wczeszcie wyobrażenie klasycznie wczesnomodernistyczego, pulchnego amorka z kołczanem pełnym strzał, który usiłuje dosiąść jakieś nieszczęsne zwierzę ze świata fantazji. Ponad lukiem przejazdy bramnego umieszczona została maska brodatego Merkurego, pod nim zaś widnieją litery „DS”. Jarosław Zieliński identyfikował je jako podpis architekta, skrót „DrewS” Całość elewacji frontowej przypomina mi nieco wczesnomodernistyczne fasady kamienic budowanych w tym czasie w Niemczech.

Warszawa. Noakowskiego 10. Maska Merkurego ponad otworem przejazdu bramnego oraz sygnatura architekta Drewsa. Fot. Jerzy S. Majewski

Wejdźmy do wnętrza. Przejazd bramny sprawia wrażenie tunelu. I tu maksymalnie wykorzystano powierzchnię użytkową. Przejazd jest obniżony, a w jego górną część wbudowano lokal do wynajęcia.

Warszawa. Noakowskiego 10. Wnętrze przejazdu bramnego w skrzydle frontowym. Fot. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Noakowskiego 10. Wnętrze przejazdu bramnego w skrzydle frontowym. Gablota na listę lokatorów i skrzynki na listy. Fot. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Noakowskiego 10. Wnętrze przejazdu bramnego w skrzydle frontowym. Widok w kierunku pierwszego podwórka. Fot. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Noakowskiego 10. Wnętrze przejazdu bramnego (drugiego) w oficynie poprzecznej. Fot. Jerzy S. Majewski

Paradna klatka schodowa w budynku frontowym z wejściem z przejazdu bramnego została staranie wykończona i miała reprezentacyjny charakter. Dziś w tym potwornie zaniedbanym wnętrzu oddanym na pastwę wandali wciąż widać ślady dawnej świetności. W duszy klatki ocalała metalowa siatka windy (sama kabina windy jest powojenna). Stopnie schodów oraz podesty wykonano z marmuru. Przetrwała też część oryginalnych drzwi do mieszkań z portalami, choć tylko jedne zostały częściowo oczyszczone, odsłaniając pierwotną formę w duchu geometrycznej secesji.

Mieszkania w części frontowej dochodziły do ponad dwustu metrów i były jak na ówczesne czasy luksusowo wyposażone . Do dziś w części z nich zachowały się lodownie wbudowane w szafki kuchenne, dekoracyjne płytki na posadzkach czy sztukaterie zdobiące sufity.

Przyzwoicie wykończona została też główna klatka w oficynie poprzecznej, zaś w oficynach bocznych zaprojektowano klatki kuchenne, częściowo o metalowych, odlewanych konstrukcjach, drewnianych stopniach schodów i spocznikach wykładanych płytkami ceramicznymi. Ciekawe, że i w nich zamontowano mniejsze windy sunące w szybach z metalowej siatki.

Warszawa. Noakowskiego 10. Fragment potwornie zaniedbanej, paradnej klatki schodowej w skrzydle frontowym. Stopnie schodów i spoczniki między piętrami są z marmuru oraz biało-szarych płytek. Metalowa klatka windy nie wypełniła tu całej duszy. Metalowa balustrada ma dekorację w formie rombów. Motyw rombów powtarza się też w drzwiach do mieszkań. Fot. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Noakowskiego 10. Dusza paradnej klatki schodowej. Fot. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Noakowskiego 10. Paradna klatka schodowa w skrzydle frontowym. Fragment metalowej konstrukcji szybu windy. Fot. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Noakowskiego 10. Paradna klatka schodowa w skrzydle frontowym. Marmurowe stopnie schodów oraz posadzki spoczników pomiędzy piętrami. Fot. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Noakowskiego 10. Paradna klatka schodowa. Po zdjęciu farby na jednych z drzwi do mieszkań widać pierwotny kształt drzwi utrzymanych w stylistyce geometrycznej secesji (powtarzający się motyw w romby). Fot. Jerzy S. Majewski

Zapewne w 1915 r. po ucieczce Rosjan z Warszawy zmieniła się część najemców mieszkań w kamienicy. Już po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w latach 20. XX w. przez jakiś czas mieszkańcem kamienicy był najwybitniejszy w ówczesnej Polsce mistrz szachowy Dawid Przepiórka. Jego nazwisko figuruje w wykazie właścicieli dużych księgozbiorów opublikowanym w 1926-27 r. przez Edwarda Chwalewika[2] (w końcu lat 30. zamieszka on w luksusowej, modernistycznej kamienicy przy Koszykowej 12).

Przepiórka mógł pochwalić się biblioteką z zakresu matematyki i dotyczącą gier w szachy. W 1926 r., gdy mieszkał przy Noakowskiego 10, odnosił swoje największe sukcesy życiowe. Wygrał wówczas turniej w Monachium, dystansując m.in. Jefima Bogolubowa. Z kolei w 1928 r. w Hadze zdobył tytuł wicemistrza świata. Dodajmy jeszcze, że do dziś pamiętany jest jako autor kompozycji szachowych. Późniejsze losy Przepiórki wraz z tragiczną śmiercią w Palmirach w 1940 r. nie są już związane z kamienicą przy Noakowskiego 10 i napiszę o nich w innym miejscu.

Dawid Przepiórka (z lewej) podczas zawodów w Hamburgu w 1930 r. Fot. NAC

Fot. 22

Dawid Przepiórka w trakcie symultanicznej gry szachowej z 27 członkami Towarzystwa Miłośników Gry Szachowej im. Józefa Dominika. Kraków 1927. Fot. NAC

Innym mieszkańcem kamienicy przy Noakowskiego 10, mających w połowie lat 20. XX w. duży księgozbiór był Stanisław Bielecki. Na półkach w jego mieszkaniu przeważała biblioteka humanistyczna ze szczególnym uwzględnieniem prawa, historii i literatury polskiej.

Kilkanaście lat później. W książce telefonicznej PAST na rok 1939 wśród mieszkańców figurują m.in nazwiska[3] Alicji Baumgartner, Ludwika Beckera, kupca zajmującego się handlem drzewnym, profesora Stefana Bryły, malarza Stanisława Ejsmonda, technika budowlanego Alfreda Forberta, artysty muzyka Adama Furmańskiego, Juliusza Goldsteina, pastora Bolesława Götze, N. Gutowskiego, kandydata nauk społecznych i politycznych, H. Mackenzie, Michała Majde, adwokata Mieczysława Zbikowskiego, Janiny Zielińskiej. W mieszkaniu numer 5 w skrzydle frontowym egzystowała siedziba firmy inż. Mieczysław Nierojewski, Urządzenia Cieplne, Klimatyczne i Chłodnicze (członek stowarzyszenia zawodowego przemysłowców budowlanych). Administratorem domu był Józef Zwayer.

Najsłynniejszym z mieszkańców był Stefan Bryła, wybitny konstruktor, pionier spawalnictwa, profesor wznoszącej się po sąsiedzku Politechniki Warszawskiej oraz poseł na sejm II RP. Wraz z żoną i córką zajmował jedno z dużych mieszkań, chyba w części frontowej. Żoną konstruktora była od 1914 r. Maria Tustanowską. Ich córka Marysia urodziła się w 1922 r.

Już w 1934 r. Bryła otrzymał tytuł profesora zwyczajnego budownictwa konstrukcyjnego na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej. Stworzył na tym wydziale m.in. Zakład badawczy Ochrony Budowli, wyposażony od 1939 r. w laboratorium do badań wytrzymałościowych. W roku 1938 wybrano go dziekanem Wydziału Architektury PW. Ale parał się też polityką. Przewodniczył lwowskiemu oddziałowi Chrześcijańskiej Demokracji, a w latach 1926-35 był dwukrotnie posłem na Sejm.

Bryła uczestniczył m.in. w tworzeniu konstrukcji drapacza chmur Prudential w Warszawie ukończonego w 1934 r, a także nowojorskiego Woolworth Building. Z innych wielkich budowli warszawskich, dla których współtworzył konstrukcje, warto wspomnieć akademik na pl. Narutowicza, Dom bez kantów czy gmach Urzędu Telekomunikacji przy Nowogrodzkiej. Był jednym z najwybitniejszych polskich konstruktorów i światowej klasy teoretykiem spawalnictwa. To on jest autorem projektu pierwszego na świecie stalowego mostu spawanego pod Łowiczem[4].

Zapewne zarabiał wystarczająco dużo, by móc wynająć duże mieszkanie w kamienicy przy Noakowskiego 10.

Stefan Bryła. Fot. NAC

Innym znanym mieszkańcem kamienicy był Stanisław Ejsmond, wówczas wicedyrektor warszawskiej Zachęty. Malarz kolorysta, którego kompozycje cechowała duża dekoracyjność (kwiaty, martwe natury, kompozycje fantastyczne, wreszcie portrety). Tworzył też plakaty m.in. dla firmy Wedel. Malarzem był jego ojciec Teodor. Stanisław był zatem niejako predystynowany do pracy malarza. Malarstwa nie uczył się jednak w żadnej ze znanych uczelni. Jego nauczycielem, i to od wczesnego dzieciństwa, był bowiem ojciec Franciszek. Gdy wreszcie Stanisław zadebiutował na poważnej wystawie w Zachęcie, miał zaledwie szesnaście lat. Z czasem też silnie związał się z Towarzystwem Zachęty Sztuk Pięknych, gdzie wystawiał własne prace, zasiadł w różnych gremiach i sądach konkursowych.

Czy przy Noakowskiego 10 miał pracownię? Tego nie udało mi się ustalić. Jeżeli tak, to w tym dość mrocznym budynku ze względu na dostęp do światła nadawałyby się do tego jedynie mieszkania w skrzydle frontowym lub na ostatnich piętrach.

Do historii przeszedł Ejsmond jako jeden z organizatorów ratowania we wrześniu 1939 r. najcenniejszych zbiorów Zachęty, w tym Bitwy pod Grunwaldem Jana Matejki. Ejsmond o mało nie zginął w trakcie demontażu płótna ze ściany w gmachu Zachęty. Ogromny obraz pomagali opuścić na podłogę przechodnie zwerbowani przed budynkiem. Nie mieli wprawy. Obraz opadł zbyt szybko przygniatając Ejsmonda. Na szczęście niegroźnie. Wicedyrektor dotarł z płótnem nawiniętym na wałek do Lublina. Tam zginął w trakcie niemieckiego bombardowania miasta 9 września 1939 r.

Stanisław Ejsmont. Autoportret. 1939. Muzeum Narodowe w Warszawie. Fot. Jerzy S. Majewski

W czasie okupacji hitlerowskiej w kamienicy miała miejsce duża rotacja mieszkańców. Oczywiście w 1940 r. znikli mieszkańcy pochodzenia żydowskiego. Do budynku już w 1939 sprowadzali się też ci, których domy zostały zniszczone w trakcie oblężenia wrześniowego.

Do nich należała trzyosobowa rodzina inżyniera Szterna, byłego legionisty, którego mieszkanie przy ul. Waszyngtona zostało zniszczone we wrześniu 1939 r. Jak wspominał jego syn Kazimierz, na Noakowskiego 10 sprowadzili się późną jesienią tego roku. „Rodzina inteligencka, ojciec inżynier, mama pani domu. Chodziłem do szkoły Górskiego” – wspominał syn Kazimierz w Archiwum Historii Mówionej Muzeum Powstania Warszawskiego. Zamieszkali w lokalu nr 30 (zapewne w pierwszej oficynie poprzecznej). Mieszkanie było duże. Miało około 130 metrów. Z czasem sublokatorami Szternów zostali ich znajomi, Zalewscy, wysiedleni z Poznańskiego.

W 1940 r. z kamienicy musiał przeprowadzić się do getta Adam Furmański, kornecista i dyrygent, syn kapelmistrza orkiestry dworskiej hrabiego Balaszowa. Talent Adama Furmańskiego jeszcze przed pierwszą wojną światową odkrył sam Emil Młynarski, a baron Leopold Kronenberg ufundował dla niego stypendium. W późniejszych latach Furmański założył własną orkiestrę symfoniczną, z którą jeździł po całej Polsce: od Otwocka po Ciechocinek, Gdynię i Zakopane. Jego koncerty w warszawskiej Dolinie Szwajcarskiej przyciągały tłumy. Po zamknięciu w getcie nadal dyrygował, zakładając Żydowską Orkiestrę Symfoniczną, a także organizując orkiestrę uliczną. Na temat jego śmierci niewiele wiadomo. Najprawdopodobniej został zamordowany w Treblince.

Więcej szczęścia miał wybitny pianista Władysław Szpilman. Kamienica przy Noakowskiego 10 była pierwszym adresem, pod którym ukrywał się po ucieczce z getta. Pomogli mu w niej aktor teatralny i filmowy oraz śpiewak operowy Andrzej Bogucki i jego żona, występująca pod panieńskim nazwiskiem jako Janina Godlewska. Bogucki przyprowadził Szpilmana do atelier malarskiego znajdującego się na ostatnim piętrze kamienicy. Atelier było w dyspozycji Piotra Perkowskiego, znanego kompozytora, przed wojną organizatora życia muzycznego i członka wielu muzycznych organizacji. Teraz zaś uczestnika ruchu oporu i jednego z „przywódców muzycznej konspiracji”.

Atelier to było dużą salą o prostokątnym przeszklonym stropie, z dwiema maleńkimi sypialniami bez okien po bokach. Czy przed 1939 r. należało ono do Ejsmonda? Tego nie jestem pewien. Na zdjęciu lotniczym z 1945 r. wydaje się, że wąskie i długie szklane dachy (o ile to są szklane dachy) można wypatrzeć zarówno na ostatnim piętrze skrzydła frontowego, jak i pierwszej oficyny poprzecznej. Oba usytuowane są prostopadle do oficyn. Perkowski tu nie mieszkał, ani nie pracował. Jedynie wynajmował atelier najemcom.

Kompozytor Piotr Perkowski w 1932 r. Fot. NAC

Wieczorem, w dniu pojawienia się w atelier Szpilmana w środku oczekiwała już na niego Janina Godlewska. „Boguccy przygotowali dla mnie łóżko polowe. Po koszarowych pryczach, na których dotąd spałem wydawało mi się ono niebywale wygodne. Byłem szczęśliwy, już przez sam fakt, że nie spotykałem Niemców, nie słuchałem ich wrzasku i nie musiałem się obawiać, że w każdej chwili będę bity, albo nawet zabity przez jakiegoś SS-mana” – czytamy w „Pianiście”[5].

Lokal był jednak jedynie tymczasowym schronieniem dla Szpilmana. Perkowski szukał najemców i prawie każdego dnia przychodził ktoś oglądać pomieszczenie. Wtedy Szpilman musiał chować się w jednej z sypialń i zamykać od środka. „Po dwóch tygodniach Bogucki porozumiał się z byłym dyrektorem muzycznym Polskiego Radia Marianem Rudnickim – moim szefem z okresu przedwojennego – który pojawił się pewnego wieczoru w towarzystwie inżyniera Gębczyńskiego. Miałem przeprowadzić się do oficyny tego samego domu, do mieszkania państwa Gębczyńskich. Tego samego wieczoru miałem dotknąć klawiatury pierwszy raz od siedmiu miesięcy. Siedmiu miesięcy, podczas których straciłem wszystkich moich ukochanych, przeżyłem likwidację getta i rozbierałem jego mury. Potem dźwigałem wapno i cegły” – pisał. W mieszkaniu inżyniera Gębczyńskiego Szpilman ukrywał się do 27 lutego, kiedy to przeniesiono go do mieszkania przy ul Puławskiej 83.

Władysław Szpilman. Fot. NAC

Tymczasem Stefan Bryła pod okupacją pełnił funkcję dziekana na konspiracyjnym, tajnym wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej. Podobnie jak jego kolega z Wydziału Architektury PW Jan Zachwatowicz, działał też w strukturach państwa podziemnego. W 1940 r. został szefem Biura Wojskowego Przemysłu i Handlu w Szefostwie Biur Wojskowych Komendy Głównej ZWZ-AK. Od 1942 r. kierował komórką Robót Publicznych i Odbudowy w Biurze Delegata Rządu na Kraj. Pracował m.in. nad projektami powojennej odbudowy kraju.

Wspomniany wyżej Kazimierz Sztern był „sąsiadem” Bryły. Mieszkali na tym samym piętrze. Z części okien mieszkania jego rodziców wychodzących na pierwsze podwórko widać było okna mieszkania Bryły. „Widziałem jego gabinet wieczorem, mimo że było zaciemnienie, ale miał lampę elektryczną z zielonym kloszem. Siedział zawsze wieczorem, do późna w nocy i pisał” – czytamy na stronach Archiwum Historii Mówionej Muzeum Powstania Warszawskiego.

Sztern był też świadkiem aresztowania Bryły i wyprowadzania go z kamienicy. Niemcy po raz pierwszy zatrzymali go w listopadzie 1942 r. Zwolnili po kilku tygodniach. Po raz drugi rok później, w listopadzie 1943 r. Trafił na Pawiak. Był to okres największego terroru wymierzonego przeciwko Polakom w okupowanej Warszawie. Egzekucje, głównie ciche na terenie zburzonego getta, miały teraz miejsce niemal codziennie. 3 grudnia wraz ze 111 więźniami Pawiaka przewieziony został z więzienia na Puławską. Więźniowie byli bez butów, z rękami związanymi drutem kolczastym, niektórzy z ustami zalanymi gipsem i zawiązanymi oczami. Wszyscy, wraz ze Stefanem Bryłą zostali zamordowani w ulicznej egzekucji na podwórku domu nr 21 koło zajezdni tramwajowej. Niemieckie samochody wjeżdżały bramą domu nr 21, a bramą domu pod nr 25 wyjeżdżały z ciałami zabitych[6].

Po wybuchu powstania warszawskiego kamienice przy Noakowskiego znajdowały się na terenie zajmowanym przez powstańców. Zdaniem Kazimierza Szterna na wysokich piętrach w budynku przy Noakowskiego 10 ukrywał się „gołębiarz” czyli niemiecki strzelec wyborowy i informator, który dając sygnały kierował niemieckim ogniem. Relacja wydaje się być jednak mało wiarygodna i trudno ją potwierdzić. Tymczasem 16 września w tej ogromnej kamienicy ulokowała się kwatera dowództwa zgrupowania „Golski” oraz batalionu „Odwet”. Przed budynkiem w poprzek jezdni powstańcy wykonali też przekop z podwójna barykadą, będący połączeniem z gmachem głównym politechniki Warszawskiej[7]. Powstańcy trzymali ten teren aż do kapitulacji powstania.

Po upadku powstania ocalałe kamienice południowego Śródmieścia były przez Niemców metodycznie rabowane i podpalane. Do pracy Niemcy zatrudniali grupy robocze złożone z warszawiaków przetrzymywanych na terenie obozu w Pruszkowie.

W jednej z takich grup znalazł się Zbigniew Książczak. Trafił m.in. do kamienicy przy Noakowskiego 10. Swoje wspomnienia spisał później na łamach „Stolicy” „Szukaliśmy po mieszkaniach porcelany, z liczniej nam tym razem przydzielonymi Niemcami. Jeden z nich był zapewne koneserem. Nieomylnie decydował o wartości porcelany. Szukał, wybierał tę najlepszą. Gorszą zrzucał na podłogę lub wyrzucał przez okno. W rezultacie niewiele uwieźliśmy łupu. Wtedy weszliśmy do mieszkania profesora L. Po pół godzinie starannie ustawione we szafach bibliotecznych książki znalazły się na stosie. Niemiec czynił spustoszenie z niezwykłą pasją. Gdy już mieliśmy odchodzić, od strony Politechniki pojawiła się grupa Niemców z miotaczami ognia na plecach” – wspominał. Na podstawie okupacyjnej książki adresowej nie udało mi się jednak ustalić nazwiska owego profesora L.[8].

Kamienica przy Noakowskiego w odróżnieniu na przykład od sąsiedniego domu pod nr 6 nie została jednak spalona. Przetrwała wojnę, a część z mieszkańców do niej wróciła. Wkrótce jednak do dużych mieszkań zaczęło się dokwaterowanie mieszkańców, a dom zaczął ulegać dewastacji w błyskawicznym tempie. Powojenne losy kamienicy to równie pasjonująca historia, która wciąż trwa.

Warszawa. Noakowskiego 10. Główna klatka schodowa w pierwszej oficynie poprzecznej. Fragment schodów z balustradą. I w tym wnętrzu przewodnim motywem dekoracyjnym są romby. Fot. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Noakowskiego 10. Fragment schodów kuchennej klatki schodowej w lewej oficynie bocznej przy pierwszym podwórku. Schody mają metalową konstrukcję i drewniane stopnie. Z prawej szyb bardzo ciasnej windy w metalowej siatce umieszczony w duszy klatki. Fot. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Noakowskiego 10. Drzwi do windy na klatce kuchennej w lewej oficynie przy trzecim podwórku. Fot. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Noakowskiego 10. Ceramiczna posadzka z płytek na spoczniku kuchennej klatki schodowej w lewej oficynie przy trzecim podwórku. Takie posadzki powtarzają się na wszystkich klatkach kuchennych. Fot. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Noakowskiego 10. Ściana szczytowa kamienicy odsłonięta po drugiej wojnie światowej po odsłonięciu murów spalonej, sąsiedniej kamienicy przy Noakowskiego 8. Różnej wielkości okna zostały wybite przez mieszkańców już po dokonaniu rozbiórki. Ich układ jest wynikowy. Fot. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Noakowskiego 10. Potężna ściana szczytowa kamienicy widziana z okien kamienicy przy Lwowskiej 7. Fot. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Noakowskiego 10. Detal fasady kamienicy. Amorek dosiadający fantastyczne zwierzę. Fot. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Noakowskiego 10. Detal fasady kamienicy. Maski teatralne. Fot. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Noakowskiego 10. Detal fasady kamienicy. Skrzydlaty wąż. Fot. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Noakowskiego 10. Detal fasady kamienicy. Pochodnia. Fot. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Noakowskiego 10. Fragment fasady. Balkon. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Noakowskiego 10. Fasada. Fragment spłaszczonego wykusza. Fot. Jerzy S. Majewski

[1] Jarosław Zielińsoki, Atlas dawnej architektury ulic i placów Warszawy, t. 12, Warszawa 2006, s. 312., por też: Wykaz budowli zatwierdzonych, Wiadomości Budowlane i Miejskie 1912, s. 91

[2] Edward Chwalewik, Zbiory polskie. Archiwa, biblioteki, gabinety, galerie, muzea i inne zbiory pamiątek przeszłości w ojczyźnie i na obczyźnie w porządku alfabetycznym według miejscowości ułożone, Warszawa 1926-27.

[3] Spis Abonentów sieci telefonicznej m.st. Warszawy P.A.S.T. i Warszawskiej sieci okręgu P.P.T.T., Rok 1939/40

[4] 100 lat Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej, 1915-2015, Warszawa 2017, s. 153-155

[5] Władysław Szpilman, Warszawskie wspomnienia 1939-1945, Kraków 2000,. S. 124-127.

[6] Relacja świadka egzekucji p. Tadeusza Białka przekazana autorowi.

[7] Izabella Maliszewska, Stanisław Maliszewski, Warszawskie Termopile 1944, Śródmieście Południowe, Warszawa 2001, s. 100-101

[8] Zbigniew Książczak, Rabunek Warszawy „Stolica” 1967, nr 50, s.6-7