Przejdź do treści

Warszawa. Nowogrodzka 40. Wielka kamienica Seydenbeuthela i Siberblasta

Kamienica przy Nowogrodzkiej 40 to przykład wielkomiejskiego luksusu sprzed pierwszej wojny światowej. Ogromna, nowocześnie wyposażona, zachowała się do dziś bez większych zmian, choć nie jest już tym, czym była niegdyś.

Warszawa. Kamienica przy Nowogrodzkiej 40. Z lewej ul. Poznańska (w chwili powstania budynku w 1911 r. Nowowielka). Fot. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Ul. Nowogrodzka. Druga od lewej dawna kamienica Seydenbeuthela i Silberblasta. Fot. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Ul. Nowogrodzka. Druga od prawej dawna kamienica Seydenbeuthela i Silberblasta. Sklepy w przyziemiu umieszczone zostały w suterenie i nie miały witryn. Fot. Jerzy S. Majewski

Wczesnomodernistyczny budynek zaprojektował Edward Zachariasz Eber na zlecenie ówczesnych „spekulantów budowlanych” Berka Seydenbeuthela i Adama Silberblasta. Jego budowa została ukończona najpóźniej w końcu 1911 roku, skoro już w styczniu 1912 r. na łamach prasy ogłaszał się pensjonat Natalii Trzcińskiej i Laury Walewskiej[1]. Zajmował dziesięć „elegancko umeblowanych pokojów”. Trudno powiedzieć, czy znajdował się on w jednym z wielkich mieszkań, czy na ostatnim piętrze w pokojach kawalerskich. W tym samym miesiącu reklamowa notatka o kamienicy została opublikowana w warszawskim tygodniku ilustrowanym „Świat”[2].

Jednym z pierwszych najemców był Stanisław Sarna, ojciec pani Felicji Uniechowskiej, która przed kilkunastu laty opowiadała mi o kamienicy.

– Kamienica była bardzo nowoczesna, ogromna i luksusowa. Ojciec zajął lokal na pierwszym piętrze. Początkowo miał tam być ogromny 17-pokojowy apartament. Ale właściciele doszli do wniosku, że to zbytnia rozrzutność i wydzielili z tego iście pałacowego mieszkania cztery pokoje. I to właśnie w nich ulokował się mój ojciec – wspominała pani Uniechowska[3]. Wydaje się, że co najmniej jedno mieszkanie pozostawił tu dla siebie Seydenbeuthel.

Kamienica ma dwa skrzydła frontowe oraz dwie oficyny boczne wokół prostokątnego podwórka. W budynku pierwotnie były dwa przejazdy bramne. Ogromny, reprezentacyjny, frontowy, zachowany do dziś od strony Nowogrodzkiej oraz węższy, „techniczny” od Nowowielkiej, czyli dzisiejszej Poznańskiej. „Brama frontowa, wyłożona marmurem, służy wyłącznie do wejścia” – czytamy w „Świecie” z 1912 r. Z kolei brama od Nowowielkiej przeznaczona była do wywozu śmieci czy wprowadzania na podwórze rozmaitych pojazdów[4]. W obszernym holu od Poznańskiej stały dwie kanapki obite skórą. Było też okienko odźwiernego i wejście do windy. Dziś już tego przejazdu bramnego nie ma. Wydaje się, że został on zabudowany tuż przed drugą wojną światową, bądź już po wojnie.

Warszawa. Nowogrodzka 40. Fragment przejazdu bramnego od Nowogrodzkiej z widokiem na podwórko. Fot. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Nowogrodzka 40. Wnętrze przejazdu bramnego od Nowogrodzkiej. Schodki wiodące na główną klatkę schodową. Ściany dekorowane są prostokątnymi płycinami. Fot. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Nowogrodzka 40. Wnętrze przejazdu bramnego od Nowogrodzkiej. Lavabo. Fot. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Nowogrodzka 40. Wnętrze przejazdu bramnego. Z rurki umieszczonej w pysku lwa niegdyś leciała woda. Fot. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Nowogrodzka 40. Wnętrze przejazdu bramnego od Nowogrodzkiej. W dekoracji sufitu architekt użył przewodnich motywów powtarzających się w całej kamienicy: prostokąta, kwadratu i owalu. Fot. Jerzy S. Majewski

Tymczasem w reprezentacyjnym przejeździe bramnym do naszych czasów zachowały się ślady dawnego luksusu. Zamykają ją ogromne odrzwia z drewna. Jego ściany zostały wyłożone ciepłym, różowym marmurem. Znalazł się tu też maleńki wodotrysk oraz podest z balkonem o późno secesyjnej dekoracji, zapowiadającej nadejście stylu art deco. Drugi wodotrysk, o nieco tajemniczej, ceramicznej masce umieszczono na dziedzińcu kamienicy. Z bramy wiodło wejście na główną, reprezentacyjną klatkę schodową.

Kamienice projektu Ebera sprzed 1914 r. często zaskakiwały oszczędnością detalu architektonicznego. I tak fasady domów dochodowych przy Noakowskiego (wcześniej Polna) 12 i 16 są zupełnie jej pozbawione. Pisałem o nich tu:

Warszawa. Nowogrodzka 40. Elewacja kamienicy od strony ul. Nowogrodzkiej. Fot. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Noakowskiego 12. Ascetyczna fasada wczesnomodernistycznej kamienicy Oppenheima projektu Edwarda Ebera, ukończonej w 1910 r. Fot. Jerzy S. Majewski

Elewacje kamienicy przy Nowogrodzkiej 40 mają bardziej bogatą dekorację zewnętrzną, ale jak na ówczesne standardy i tak były dość oszczędne. Elewacje ożywiają typowe dla wczesnomodernistycznych kamienic kilkukondygnacyjne wykusze na rzucie wycinka owalu oraz małe jednookienne wykusze nasuwające skojarzenia z barokowymi lektykami. Wykusze oraz narożnik opinają wystylizowane pilastry, niektóre okna ujmują obramienia w formie kimationu, płyciny pod oknami zdobią medaliony.

Przy całym tym umiarze elewacje zostały wykonane bardzo starannie i trwale. Bodaj po raz pierwszy w Warszawie wyprawiono je szlachetnym tynkiem mineralnym typu terrazyt. Zakładała go firma Pawła Ebera, współpracującego z architektem. Całość zwieńczył mansardowy dach oraz dwa wydatne okapy. Te ostatnie dziś już nie istnieją, podobnie jak lukarna w dachu ponad narożnikiem.

Warszawa. Nowogrodzka 40. Fragment elewacji kamienicy od strony Nowogrodzkiej. Jest ona bardzo zróżnicowana. Obok wielokondygnacyjnych wykuszy na rzucie wycinka owalu, małe jednookienne wykusze oraz portfenetry z balkonami. Fot. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Nowogrodzka 40. Fragment elewacji kamienicy od strony ul. Poznańskiej. Widać pilastry opinające wykusz oraz z prawej jeden z pilastrów w narożniku. Fot. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Nowogrodzka 40. Elewacja kamienicy. Szerokie okna wykuszowe o kształcie mogącym kojarzyć się nieco z bokiem lektyki lub karocy. Fot. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Nowogrodzka 40. Fragment elewacji od strony Nowogrodzkiej. Fot. Jerzy S. Majewski

Prostota wystroju kamienicy silniej niż w elewacjach jest widoczna w wystroju klatek schodowych. Klatka główna nosiła wszelkie cechy elegancji. Winda elektryczna, marmurowe posadzki i stopnie schodów, ale poza dość ascetyczną dekoracją balustrady schodów we wnętrzu tym panowała prostota i celowość. Drzwi do mieszkań są proste, ale szerokie i wygodne. Okna oświetlające klatkę schodową od strony podwórka są ogromne, wprowadzając do wnętrza dużo światła.

Na klatce kuchennej w duszy stalowych schodów znalazła się metalowa siatka szybu windowego. Motywami przewodnim dekoracji są tu kwadratowe otwory wycięte w podstopniach schodów.

Eber był absolwentem politechniki w Karlsruhe. Zapewne nieobca była mu szerząca się wówczas w Niemczech idea „rzeczowości” (Sachlichkeit), postulująca racjonalizm, prostotę w architekturze i użyteczność. Jej echa pobrzmiewają w warszawskich realizacjach Ebera sprzed pierwszej wojny światowej (w latach 30. będzie on zwolennikiem luksusowej wersji funkcjonalizmu).

Zdaniem ówczesnej krytyki, budynki Ebera nawiązywały do architektury berlińskiej. Była to jednak dość powierzchowna opinia oceniająca ogólny charakter twórczości architekta wykształconego w Niemczech. Z drugiej strony projektowane przez Ebera domy dochodowe były realizacjami czysto komercyjnymi. Dziś nazwalibyśmy je deweloperskimi. Prostota zapewne miała być odbierana jako modna, dobrze sprzedająca się nowoczesność. Była też przełamywana. Kamienice przy Noakowskiego 12 i 16 mają wystrój głównej klatki schodowej częściowo utrzymany w duchu linearnej secesji. W kamienicy przy Nowogrodzkiej pojawiają się bardziej luksusowe detale, jak zdrój z różowego marmuru w przejeździe bramnym, czy też ceramiczna studnia na podwórku.

Warszawa. Nowogrodzka 40. Fragment paradnej klatki schodowej w skrzydle frontowym od Nowogrodzkiej. Być może pierwotnie ściany zdobiły też jakieś dekoracje malarskie w duchu geometrycznej secesji? Są to jednak jedynie moje spekulacje, niczym nie poparte. Fot. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Nowogrodzka 40. Fragment paradnej klatki schodowej w skrzydle frontowym od Nowogrodzkiej. Fot. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Nowogrodzka 40. Prosta w swoim wyrazie balustrada paradnej klatki schodowej w skrzydle frontowym od Nowogrodzkiej. Fot. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Nowogrodzka 40. Balustrada paradnej klatki schodowej w skrzydle frontowym od Nowogrodzkiej. Fot. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Nowogrodzka 40. Balustrada paradnej klatki schodowej w skrzydle frontowym od Nowogrodzkiej. Fot. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Nowogrodzka 40. Dekoracja balustrady paradnej klatki schodowej ogranicza się do motywu maleńkich, pozłacanych medalionów. Fot. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Nowogrodzka 40. Marmurowa posadzka na jednym z pięter paradnej klatki schodowej. Fot. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Nowogrodzka 40. Okno na ostatniej kondygnacji paradnej klatki schodowej w skrzydle frontowym. Fot. Jerzy S. Majewski

Dążenie do prostoty nie dotyczyło wystroju najbardziej luksusowych mieszkań. Dzięki windom znajdującym się także na klatkach kuchennych luksusowe mieszkania znajdowały się też na wyższych piętrach. Jak wynika z opowieści pani Felicji Uniechowskiej, przynajmniej część mieszkań wykończona została z przepychem. Parkiety w mieszkaniu odnajmowanym przez jej ojca ponoć inspirowane były posadzkami na Zamku Królewskim w Warszawie.

Mieszkania wyposażone zostały w nowoczesne urządzenia cywilizacyjne. W łazienkach zamontowano porcelanowe wanny. Jak wspominała pani Uniechowska, w kuchniach znajdowały się zamontowane w czasie budowy kamienicy wnęki z lodówkami. Oczywiście nie były to jeszcze lodówki z agregatem, lecz drewniane szafki obite od środka blachą, z pojemnikiem na lód i półkami pod nim. Przy ścianie w kuchni zaprojektowany też został stół, który po zsunięciu blatu odsłaniał zlew do zmywania naczyń. Urządzono też oddzielną spiżarnię ze specjalnie zaprojektowanymi szafeczkami.

Wydaje się, że w kamienicy nie było centralnego ogrzewania. Pani Felicja Uniechowska wspominała ozdobne piece. Każdy z wnęką na półki. Piec w jadalni wykonany był z kafli zielonych, piec w salonie z białych.

Warszawa. Nowogrodzka 40. Drzwi do mieszkań na paradnej klatce schodowej są zaskakująco proste. Liczba dzwonków wskazuje, jak bardzo podzielono po wojnie duże mieszkania na mniejsze, zamieniając je w „kołchozy”. Fot. Jerzy S. Majewski

Służące w kamienicy zapewne wciąż mieszkały w sionkach przy kuchni. Jednak w budynku zaprojektowana została odrębna łazienka dla służby. Nie udało mi się ustalić, jak była duża, jak wyposażona i czy miała kilka kabin, z których jednocześnie mogło korzystać kilka osób. Innym nowoczesnym rozwiązaniem zwiększającym komfort życia była centralna pralnia. Pranie w mieszkaniach było zabronione. Rzecz jasna w tamtych czasach nie było automatycznych pralek i pranie wiązało się z gotowaniem w kuchniach bielizny w wielkich kotłach. Dzięki wspólnej pralni starano się uniknąć zawilgocenia kuchni.

Tymczasem na ostatniej kondygnacji podobnie jak w wielu innych wczesnomodernistycznych kamienicach warszawskich znalazły się mieszkania kawalerskie zgrupowane wzdłuż korytarza. Miały one wyższy standard niż kawalerki w kamienicach przy Noakowskiego 10, 12 czy 16. Wszystkie składały się z pokoju, alkowy i przedpokoju wyłożonego drewnianą boazerią. Nie miały jednak własnych łazienek. Ta była ulokowana przy wspólnym korytarzu z wejściami do mieszkań. Łazienka wyposażona była z porcelanową wannę. Bardzo prawdopodobne, że jej ściany wyłożone były płytkami. Lokatorzy mieszkań kawalerskich mogli też korzystać ze wspólnego telefonu oraz obsługi kamerdynerskiej.

Nie wiadomo, jak długo działał pensjonat Trzcińskiej i Walewskiej. W 1913 roku w kamienicy ulokował się już wytworny pensjonat dla pań Doktorowej Zofii Woyciechowskiej. Jak wspominała Jadwiga Waydel-Dmochowska w książce „Jeszcze o dawnej Warszawie”, Woyciechowska prowadziła pensjonat wspólnie z panią Zrini Szirin. Interes musiał iść znakomicie, skoro doktorowa Woyciechowska na krótko przed pierwszą wojną światową otworzyła kolejny pensjonat przy Kredytowej 9. Rewolucją była rezygnacja z obiadów podawanych przy wspólnym stole na rzecz posiłków przy małych stolikach. W końcu przedsiębiorstwo doktorowej Woyciechowskiej tak się rozwinęło, że założyła jeszcze jeden pensjonat ulokowany kilku konstancińskich willach. Firma przetrwała pierwszą wojnę światową i działała do lat 30.

– Moi rodzice pobrali się 3 grudnia 1918 r. i mama zamieszkała w mieszkaniu ojca w kamienicy przy Poznańskiej. Panował wówczas wielki głód mieszkaniowy i trudno było znaleźć inne lokum – opowiadała pani Felicja Uniechowska.

Przy czterech pokojach mieszkanie miało sporo powyżej stu metrów. – Mimo to zawsze słyszałam utyskiwania mamy, że jest za małe, a dzieci rosną – wspominała pani Uniechowska. Czynsz liczony był po sto złotych od pokoju.

Na ścianach mieszkania wisiały m.in. sztychy japońskie i francuskie oraz dwa holenderskie obrazy. Było też sporo starych dywanów perskich.

– Ojciec miał kiedyś przyjaciółkę. Amerykankę. Miss Mabel. Pamiętam, że wyżywała się ona w robieniu koktajli o smaku pluskiew. Miss Mabel kolekcjonowała perskie dywany. Znała się na nich znakomicie. Gdy nastała mama, całe mieszkanie było w tych dywanach, których Amerykanka nie zdążyła wywieźć. Mama nakłoniła ojca, by zapłacił jej za dywany i zostały one u nas w mieszkaniu – mówiła Felicja Uniechowska.

W kuchni we wspomnianej spiżarni półki po brzegi wypełnione były konfiturami.

– Moja mamę nazywano w domu królową konfitur. Wyrabiała je z moją pomocą i miała przy tym duże ambicje. Na przykład przygotowywała konfitury z czerwonych porzeczek drylowanych szpilką. Konfitury z imbiru, drylowanego derenia i inne – wspominała pani Uniechowska.

Do prania w mieszkaniu rodziców Felicji Uniechowskiej raz na kilka tygodni przychodziła praczka – pani Kępińska. Zdaniem pani Uniechowskiej pranie urządzane było na miejscu. Być może świadczy to o tym, że w latach międzywojennych ze wspólnej pralni w kamienicy albo nie wszyscy korzystali, albo też już ona nie działała.

Do większego sprzątania przychodziła z kolei Pietrzakowa. Mieszkała na terenie więzienia przy Rakowieckiej, gdzie jej mąż zatrudniony był jako ślusarz.

Warszawa. Nowogrodzka 40. Klatka od strony ul. Poznańskiej. Niegdyś wiodła do niej szeroka sień. Dziś można na nią wejść jedynie z podwórka. Fot. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Nowogrodzka 40. Klatka od strony Poznańskiej. Schody na klatce wykonane są z metalu. W ich duszy znajduje się szyb windy zamkniętej w siatce. Kwadratowe otworzy wycięte w podstopnicach oraz medaliony na balustradzie pochodzą z arsenału geometrycznych motywów dekoracyjnych użytych w kamienicy przez Ebera. Fot. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Nowogrodzka 40. Klatka od strony Poznańskiej. Fragment konstrukcji szybu windy. Fot. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Nowogrodzka 40. Klatka od strony Poznańskiej. Na elementach konstrukcji szybu windy widać ślady po uderzeniach odłamków z czasów drugiej wojny światowej. Fot. Jerzy S. Majewski

Wśród mieszkańców kamienicy w latach międzywojennych odnajdujemy m.in. adwokata Antoniego Lande, Emilię i Feliksa Szenwiców, których mieszkanie wypełnione było starymi meblami, pamiętającymi początek XIX wieku. W końcu lat 30. mieścił się tu też generalny konsulat Republiki Peru.

W kamienicy mieszkali lekarze. Rentgenolog dr Mirosław Zaleski prowadzący zakład przy Emilii Plater 18 oraz dr medycyny Zdzisław Zajdenbaitel. Zapewne był on jakimś krewnym Berka Seydenbeuthela. Z wejściem na klatkę od strony Poznańskiej mieściły się biura Towarzystwa Handlu Celes oraz mieszkanie firmy Seiberling w Polsce sp. z o.o.

W latach 30. XX w. innym z mieszkańców kamienicy był Seweryn Rosenwein, właściciel hurtowego składu papieru przy Granicznej 9 (skład figuruje w książce telefonicznej pod firmą S. i Z. Rosenwein) oraz współwłaściciel (wraz z fabrykantem tektury Emanuelem Eichenblattem oraz Władysławem Moszkowskim) kamienicy przy Rakowieckiej 41a. Mieszkał z żoną Natalią z Edelsztajnów, córką Mają oraz dwoma synami Aleksandrem i Jerzym (Georgiem). Jerzy, najstarszy z rodzeństwa jeszcze przed 1939 r. wyjechał na studia do Wielkiej Brytanii. Rosenweinowie nie byli religijną rodzina żydowską. Gdy wybuchła wojna, uciekli do Lwowa. Tam zastała ich okupacja sowiecka. Wydawała się im straszna. Podjęli decyzję o powrocie do Warszawy, sadząc, że pod niemiecką okupacją będzie łatwiej. W 1940 r. przedostali się przez granicę do Warszawy. Tu jednak bardzo szybko okazało się, że muszą się przenieść do getta. Mieli jednak dużo szczęścia. Przeżyli. Dzięki przedwojennym znajomościom Rosenweinom udało się wydostać z getta i ukryć aż do końca wojny w domu na Pradze u emerytowanego tramwajarza. Po wojnie wyemigrowali najpierw do syna w Anglii, potem zaś całą rodziną do Australii.

Warszawa. Nowogrodzka 40. Metalowa konstrukcja kuchennej klatki schodowej w prawej oficynie bocznej. Fot. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Nowogrodzka 40. Kuchenna klatka schodowa w prawej oficynie bocznej. Motywy dekoracyjne w postaci kwadratowych otworów wyciętych w podstopnicach schodów. Fot. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Nowogrodzka 40. Kuchenna klatka schodowa w prawej oficynie bocznej. Szyb windy. Fot. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Nowogrodzka 40. Kuchenna klatka schodowa w prawej oficynie bocznej. Fragment szybu windy. Fot. Jerzy S. Majewski

Gdzieś w kamienicy w końcu lat 30. XX w. mieściła się siedziba Warszawskiego Klubu Szachowego. Łatwo wyobrazić tu sobie wieczorne spotkania mistrzów siedzących przy szachownicy. W latach międzywojennych Polska była szachową potęgą. Warto w tym miejscu dodać, że zaledwie kilkadziesiąt metrów od kamienicy, w kawiarni Kleszcza u zbiegu Marszałkowskiej i Nowogrodzkiej często przesiadywali znani szachiści: Paulin Frydman, reprezentujący Polskę na niemal wszystkich olimpiadach szachowych oraz Mieczysław Najdorf. Rozgrywali tam jednak nie tyle partie szachów, ile siedzieli przy dominie, uważając grę w szachy za niskie stawki za marnowanie czasu.

Gdy rozmawialiśmy o kamienicy, pani Felicja Uniechowska przypominała sobie plotki jakoby w domu przy Nowogrodzkiej 40 bywała Rita Gorgonowa, bohaterka bodaj najgłośniejszej sprawy o morderstwo w przedwojennej Polsce. Gorgonową oskarżono o zamordowanie w Lwowie Elżbiety (Lusi) – 17-letniej córki inżyniera Zaremby. Był on wdowcem. Gorgonowa zaś jego gospodynią i kochanką. Sprawa toczona przed sądem miała charakter poszlakowy. W roku 1932 skazano ją na karę śmierci, lecz przed śmiercią uratowała ją ciąża. Dziecko urodziło się w więzieniu, zaś po apelacji wyrok został zmniejszony do ośmiu lat.

Dodajmy, że na kanwie tych wydarzeń, w 1977 r. powstał film Janusza Majewskiego „Sprawa Gorgonowej”, a Stanisław Milewski w książce „Ciemne sprawy międzywojnia” pisał: „Tak surowy wyrok zapadł chyba bardziej za to, iż Gorgonowa żyła ze swym chlebodawcą na kocią łapę, czego nie mogła jej darować opinia kruchtowo-dewocyjna, która wyła wprost o najwyższy wymiar kary”.

Chociaż budynek zaprojektowany był z dużym rozmachem, to na urządzenie sklepów czy lokali usługowych przewidziano niezbyt efektowne pomieszczenia w suterenach częściowo pogrążonych pod ziemią, z wejściami od ulicy Nowogrodzkiej, jednak w zasadzie bez witryn. Świadczy to o tym, że ruch na skrzyżowaniu ówczesnej Nowowielkiej i Nowogrodzkiej w 1911 r. nie był szczególnie ożywiony, w odróżnieniu od odległych o kilka kroków głównych arterii miasta: Marszałkowskiej i al. Jerozolimskich.

Sytuacja uległa gruntownej zmianie w latach międzywojennych, gdy tuż obok budynku znalazła się stacja końcowa EKD, a na przeciwległym narożniku wzniesiono gmach Urzędu Telekomunikacyjnego. W narożnym lokalu, w suterenie kamienicy znalazła się wówczas poczekania EKD (w PRL-u długo działała tam cukiernia, dziś mieści się centrum dla diabetyków).

Warszawa. Nowogrodzka 40. Poczekalnia EKD w narożniku kamienicy w latach 30. XX w. Wydaje się, że na zdjęciu wewnątrz poczekalni widać bufet. Fot. Zdzisław Marcinkowski. APW

Warszawa. Fragment ulicy Nowogrodzkiej w latach 30. XX w. Z lewej przyziemie kamienicy przy Nowogrodzkiej 40. Pośrodku widać wagon kolejki EKD stojącej na końcowym przystanku. Zdjęcie w kierunku ul. Marszałkowskiej. Fot. Zdzisław Marcinkowski. APW

Oczywiście po drugiej wojnie światowej kamienica utraciła dawny luksusowy charakter, zamieniając się w typowy, śródmiejski budynek z podzielonymi mieszkaniami, zamienionymi w kołchozy. Dziś wnętrza prezentują się raczej smętnie. Mimo to pozostaje ona jednym z najlepszych zachowanych przykładów luksusowego budownictwa mieszkaniowego Warszawy drugiej dekady XX w.

Po jej podwórku rozchodzą się kuchenne zapachy. Mieszczą się tu bowiem aż trzy restauracje. W suterenie od strony Nowogrodzkiej od wielu lat działa kameralna restauracja „Mała Gruzja” z klasyczną kuchnią gruzińską, tuż obok restauracja Vis a Vis, zaś na wysokim parterze od strony Poznańskiej restauracja „Żebra i kości”.

Warszawa. Nowogrodzka 40. Widok z okna głównej klatki schodowej na elewację oficyny tylnej z wykuszem na osi. Fot. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Nowogrodzka 40. Zwieńczenie wykusza w elewacji tylnej oficyny. Fot. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Nowogrodzka 40. Elewacje podwórka w partii cokołowej obłożone zostały płytkami. Podobnie było m.in. na podwórkach wczesnomodernistycznych kamienic przy Noakowskiego 10, czy u zbiegu Pięknej i Mokotowskiej. Fot. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Nowogrodzka 40. Elewacje od podwórka skrzydła frontowego (z prawej) i prawej oficyny (z lewej). Z prawej duże okna paradnej klatki schodowej. Fot. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Nowogrodzka 40. Dekoracyjny fryz z płytek wieńczący partię cokołową elewacji od strony podwórka. Fot. Jerzy S. Majewski


Warszawa. Nowogrodzka 40. Dość zaskakująca, geometryzująca zdroju na podwórku kamienicy. Fot. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Nowogrodzka 40. Dekoracyjne płytki w obramieniu zdroju na podwórku. Fot. Jerzy S. Majewski

Warszawa. Nowogrodzka 40. Po bokach przejazdu bramnego znajdują się dwa okienka z takimi dekoracyjnymi balustradami. Fot. Jerzy S. Majewski

[1] Ogłoszenie Kur War 1912, nr 14, 14.01.1912

[2] Z warsz. Architektury, Świat 1912, nr 4. S. 19

[3] Rozmowa autora z panią Felicją Uniechowską

[4] Z warsz. Architektury, Świat 1912, nr 4. S. 19